21 lipca br. z cerkwi pw.
21 lipca br. z cerkwi pw. Św. Trójcy w Hajnówce wyszła pierwsza w historii powojennej Polski pielgrzymka do ławry w Poczajowie. Tego wielkiego trudu podjęło się 38 osób, nad którymi duchową opiekę sprawowali: ks. Marek Jurczuk i ks. Paweł Kuczyński.
Po przejściu pierwszych 9 km, doszliśmy do Orzeszkowa gdzie czekał na nas ks. Leonid Anchim z wiernymi. Po krótkim postoju i modlitwie wybraliśmy się w dalszą drogę. Pełni optymizmu, z uśmiechem na twarzach i dumą w sercach doszliśmy do wsi Werstok. Po modlitwie w cerkwi matuszka Katarzyna Kuczyńska wraz z parafianami zaprosiła nas na obiad i na pyszny deser. Reszta dnia minęła nam na marszu i modlitwie, więc nie zauważyliśmy, kiedy po pokonaniu 40 km dotarliśmy do Czeremchy. Tam spędziliśmy pierwszą noc, w domach przemiłych prawosławnych ludzi, którzy przyjęli nas z miłością i dobrocią w sercach.
22 lipca po przekroczeniu granicy polsko-białoruskiej zostaliśmy zaproszeni przez ks. Jerzego Woronko, kapelana wojsk pogranicznych w Brześciu do miejscowości Pohranicznoje, gdzie przekonaliśmy się z jaką otwartością i entuzjazmem oczekuje nas naród białoruski. Po miłym powitaniu ruszyliśmy w dalszą drogę, przechodząc przez wiele wsi dotarliśmy do Ratny, gdzie znów zostaliśmy ugoszczeni pysznym obiadem. Po 47 km, już w większej grupie doszliśmy do miejscowości Ostromieczewo, gdzie podobnie jak poprzedniej nocy zostaliśmy rozlokowani w domach ludzi przepełnionych miłością i sympatią do pielgrzymów z Polski.
23-24 lipca to kolejne dni pielgrzymki, podobne do poprzednich, z tą tylko różnicą, że zaczynaliśmy już odczuwać fizyczne zmęczenie. Wielu z nas zastanawiało się czym tak bardzo zgrzeszyliśmy, co skłoniło nas do tego, aby się wybrać na tak długą pielgrzymkę. Pojawiły się obawy i strach, a także pytanie: czy mamy w sobie wystarczająco siły, aby przejść jeszcze tyle kilometrów? Skoro nasze nogi już są całe w pęcherzach, a stawy odmawiają posłuszeństwa. Nie poddaliśmy się jednak, a coraz bardziej modliliśmy się, prosząc Boga o siły. Szliśmy przez Brześć, Muchowiec, Wielikorytę i ok. godz. 21.00 doszliśmy do Mokran, gdzie spędziliśmy ostatnią noc na Białorusi.
25 lipca ze smutkiem żegnaliśmy się z przepięknym białoruskim krajem i jego mieszkańcami, przekraczając granicę białorusko-ukraińską. W tym samym, 38-osobowym składzie przeszliśmy przez Horniw i dotarliśmy do miejscowości Ratno, gdzie znów mogliśmy odpocząć.
W Ratnie, mieliśmy okazję uczestniczyć w molebniu z okazji 1025-lecia chrztu Rusi, który sprawował bp Włodzimierz. Następnie ruszyliśmy w dalszą drogę do miejscowości Bucyn. Podobnie jak na Białorusi dołączyli się do nas nowi pielgrzymi, od tej pory było nas dużo więcej - 167 osób. Następnego dnia, kiedy doszliśmy do Kowla, pielgrzymka liczyła już 200 osób.
Ósmego dnia sprawowana była Boska Liturgia, w trakcie, której wszyscy przystąpiliśmy do sakramentów spowiedzi i Eucharystii. Po nabożeństwie wyruszyliśmy w dalszą drogę, po czym w grupie liczącej już 430 osób, znaleźliśmy się w Sołowiczach. 29 lipca nocowaliśmy we Włodzimierzu Wołyńskim.
30 lipca mieliśmy okazję pomodlić się w monasterze w Zimnym, gdzie oprócz strawy duchowej czekał na nas smaczny posiłek. Kiedy doszliśmy do miejsca przeznaczonego na nocleg okazało się, że cała nasza polska grupa nocuje w jednym miejscu. No cóż, obawialiśmy się najgorszego, a jednak zgotowano nam niespodziankę. Wszyscy spaliśmy w jednym domu, gdzie gospodarzami byli niezwykle otwarci ludzie, dla których przygarnięcie 38 osób było naturalną rzeczą.
31 lipca, po modlitwie przed cudotwórczą ikoną Budiaticziwskiej Matki Bożej wyruszyliśmy w dalszą drogę. I tak doszliśmy do miejscowości Horohiw.
2 sierpnia sprawowana była Boska Liturgia, podczas której przystąpiliśmy do Eucharystii. Po wielodniowym marszu, pojawiły się chwile słabości i zwątpienia, jednak dzięki modlitwie i radości z nadchodzącego dnia udało nam się je pokonać.
3 sierpnia - cóż to był za dzień! Rano zebraliśmy się uśmiechnięci i pełni sił, by wyruszyć w stronę ławry. Po drodze, podczas pokonywania ostatnich wspólnych kilometrów, z ust pielgrzymów można było usłyszeć następujące wypowiedzi: Pracowałam u dziadków na wsi, ale dopiero tu dowiedziałam się co znaczy prawdziwe zmęczenie, Dziś nawet ukraińskie słońce nam nie przeszkodzi, Zaczynam się pakować na następny rok, Na początku myślałam, że nie dojdę… teraz wiem, że za mało się modliłam, Takie wakacje to ja rozumiem. Wspólne dni, które razem przeżyliśmy sprawiły, że nie byliśmy już: Ukraincami, Polakami, Białorusinami. Byliśmy prawosławnymi pielgrzymami idącymi do ławry w Poczajowie. Przez te wszystkie dni czuliśmy opiekę Matki Bożej, która okazywała nam swą miłość na każdym kroku pielgrzymki.
Widok ławry sprawił, że każdemu pielgrzymowi mocniej zabiło serce. Trudno wyobrazić sobie co odczuwa człowiek, który po przejściu 510 km z bolącymi nogami, skręconymi kostkami itp. spostrzega kopuły ławry. Chciałabym, ale nie umiem tego opisać. Mogę stwierdzić jedno: wszyscy płakaliśmy.
Dziękujemy bardzo: naszym ojcom duchownym ks. Markowi Jurczukowi oraz ks. Pawłowi Kuczyńskiemu, którzy szli z nami od początku do samego końca. Zachęcali nas do modlitwy i pomagali w trudnych chwilach, podczas wyczerpania fizycznego i psychicznego.Pani Ewie Rygorowicz za zorganizowanie tej wspaniałej pielgrzymki. Panu Jerzemu Rygorowiczowi za to, że z takim spokojem i opanowaniem znosił nasze kaprysy oraz prośby, za to, że dbał o nas i o nasze bagaże. Pani Annie Antoniuk za wspaniałą dyrygenturę. Pani Irenie Chworoś za opiekę medyczną. Naszej kochanej Juli, która swymi cudotwórczymi masażami stawiała nas na nogi. Wszystkim pielgrzymom. Z nadzieją na spotkanie w tej samej grupie (lub większej) w przyszłym roku. Dziękujemy Bogu za wszystko!
fot. Roman Leończuk, Jerzy Karpiuk
— Marta Rygorowicz
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.