W dniach 4–8 kwietnia 27-osobowa grupa młodzieży wraz z opiekunem duchownym – o.
W dniach 4–8 kwietnia 27-osobowa grupa młodzieży wraz z opiekunem duchownym – o. Markiem Wawreniukiem uczestniczyła w pielgrzymce do ukraińskich monasterów. Wyjazd zorganizowało Bractwo Młodzieży Prawosławnej Diecezji Białostocko – Gdańskiej.
W drogę wyruszyliśmy we wtorek po akatyście do św. Męczennika Młodzieńca Gabriela. Po całonocnej podróży, jako pierwszy, odwiedziliśmy pustelnię (skit) Sprawiedliwej Anny w Onyszkowcach, gdzie mieliśmy możliwość zanurzenia się w cudownym źródełku. Przez cały rok utrzymuje się w nim stała temperatura wody (ok. 4-5ºC). Następnie siostry ugościły nas tak cielesną jak i duchową strawą, serwując nam gorącą herbatę i opowieści o historii skitu i niezliczonych cudach, jakie się dzieją na tym świętym miejscu.
Po orzeźwiającej duszę i ciało kąpieli wyruszyliśmy w kierunku Poczajowa. Na miejsce dotarliśmy tuż po południu, przez co mieliśmy sporo czasu na zakwaterowanie w domu pielgrzyma i zapoznanie się z Ławrą. Najbardziej oczekiwanym przez nas momentem była modlitwa w grocie prep. Hioba (Iowa) Poczajewskiego oraz pokłonienie się jego relikwiom i relikwiom niedawno kanonizowanego Amfilochiusza Poczajewskiego.
Wielką świętością Ławry jest też "Stópka Matki Bożej" (odcisk stopy Bogurodzicy). Jak głosi tradycja, w 1240 roku na Poczajewskiej Górze objawiła się kilku mnichom i pasterzowi Matka Boża. Na miejscu, w którym stała, odbił się ślad Jej stopy i wybiło z niego źródło cudownej wody, dzięki której po dziś dzień ludzie doznają uzdrowień od ciężkich cielesnych i duchowych chorób.
O godzinie 17 w głównym Uspieńskim Soborze rozpoczęła się jutrznia z Wielkim Kanonem Pokutnym św. Andrzeja z Krety. Wszyscy byliśmy pod wielkim wrażeniem słysząc śpiew aż trzech męskich chórów. Zarówno ten śpiew, jak i cała atmosfera nabożeństwa - specyfika słów kanonu i wrażenia z całego dnia dostarczyły nam niezapomnianych duchowych przeżyć.
Nazajutrz, po św. Liturgii Uprzednio Poświęconych Darów, udaliśmy się na zakupy do monasterskich sklepików. Po obiedzie przyszedł czas, by opuścić Poczajewską Ławrę. Na pobliskim monasterskim cmentarzu sprawowaliśmy molebien do św. Amfilochiusza i wysłuchaliśmy ciekawej opowieści od mężczyzny, który znał go osobiście, o życiu, śmierci i kanonizacji starca oraz o licznych cudach jakie się działy za jego życia i teraz, gdy jest już zaliczony do grona świętych.
Jako kolejny odwiedziliśmy skit Poczajewskiej Ławry. Pokłoniliśmy się wielu świętym relikwiom i cudownym ikonom znajdującym się w tamtejszej cerkwi pod wezwaniem św. Serafima z Sarowa, która była pierwszą świątynią wybudowaną na cześć tego świętego niedługo po jego kanonizacji. Poruszył nasze dusze fakt, iż mogliśmy nałożyć na siebie ciężki żelazny krzyż wielkiego świętego Nikity Słupnika, który na znak pokuty za popełnione za czasów bycia poborcą podatkowym zbrodnie, część swego życia spędził klęcząc na słupie i nosząc na sobie trzy żelazne krzyże i kamienną czapkę, których łączna waga wynosiła ok. 30 kilogramów. Święty Nikita Słupnik został zamordowany w 1186 roku przez ludzi, którzy przyszli prosić go o błogosławieństwo, a zobaczywszy na jego piersi trzy żelazne krzyże, które wraz z biegiem lat nabrały blasku, wzięli je za srebrne i postanowili zabić starca, by ograbić go z jego „bogactwa”.
Ze skitu wyruszyliśmy w stronę Żeńskiego Monasteru w Gorodku. Po drodze zajechaliśmy jeszcze do Krzemieńca, gdzie również znajduje się żeński monaster i tam wzięliśmy udział w części wieczornego nabożeństwa przed Świętem Zwiastowania Bogurodzicy. Do Gorodka dotarliśmy ok. godziny 20, zdążyliśmy wziąć udział w kanawce, tj. krestnym chodzie - procesji wokół monasteru, po czym sprawowaliśmy dziękczynny molebien. Siostry powitały nas bardzo serdecznie, poczęstowały kolacją i zakwaterowały w najlepszych gościnnych celach.
Następnego dnia, z błogosławieństwa matki przełożonej – ihumenii Michaiły, nasz skromny pielgrzymkowy chórek zaśpiewał wczesną, świąteczną Liturgię, którą celebrował nasz duchowy opiekun - ojciec Marek. Po śniadaniu wyruszyliśmy, by pozwiedzać okoliczne skity i monastery. Towarzyszyła nam matka przełożona i dwie siostry. Na początek odwiedziliśmy filię gródeckiego monasteru w Równem, następnie skit w Młynowie, gdzie mieszkają i trudzą się najmłodsze, acz chyba najsilniejsze siostry (mające po 17-21 lat), które zimą, przy 30-stopniowym mrozie własnymi rękoma rozładowały ciężarówki z trzema tonami cegieł pod budowę cerkwi. Wszyscy mieliśmy łzy w oczach widząc ogromną, odwzajemnioną miłość i troskę matuszki o wszystkie swoje siostry, słysząc jej opowieści o tym, jak często na święta, po nocnej Liturgii, na której sama śpiewa, wsiada w monasterski samochód i jedzie do czterech skitów, by w każdym choć przez chwilę pomodlić się i pobyć z siostrami.
Kolejnym punktem naszej podróży był męski monaster w Miżyrycach, gdzie pomodliliśmy się przed cudowną ikoną Matki Bożej i wysłuchaliśmy ciekawych historii opowiadanych przez jednego z braci. Następnie odwiedziliśmy cerkiew w Ostrogu, w której znajduje się toczący mirro całun (płaszczenica) Chrystusa.
Zwiedzanie tego dnia zakończyliśmy w żeńskim monasterze w Dermaniu. Trafiliśmy tam na część służby w cześć "Wychwalania Matki Bożej" – "Sobota Akatystu". Przy śpiewie troparionów podeszliśmy do cudownej ikony Matki Bożej, po czym zostaliśmy zaproszeni na kolację. Później wysłuchaliśmy bardzo ciekawych opowieści jednej z sióstr o historii monasteru i cudownych ikonach jakie się w nim znajdują, m.in. o samoczynnie odnawiającej się na przestrzeni dwóch lat ikonie Chrztu Pańskiego. Tak wolne tempo odnawiania się ikony nie pozwala ludziom małej wiary powątpiewać, że jest to Boży cud.
W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się przy żródle św. Mikołaja. Choć było już dość późno, nie czuliśmy większego zmęczenia i przy śpiewie troparionu świętego poprosiliśmy o jego błogosławieństwo na dalszą drogę. Do Gorodka dotarliśmy ok. 23. Mimo tak dość nietypowej pory, siostry czekały na nas z gorącą kolacją. Nie wiedziały, że dla nas była to już druga kolacja tego dnia, którą jednak mimo wszystko zjedliśmy z wielkim apetytem. Na tym zakończył się pełen wrażeń trzeci dzień naszej pielgrzymki.
Nazajutrz czekała nas kolejna duchowa, i nie tylko duchowa, uczta. Święto Wychwalania Matki Bożej jest lokalnym świętem parafialnym - monasterskim wspomnieniem oświęcenia ołtarza w gródeckim monasterze. Z tej okazji uroczystą Liturgię celebrował arcybiskup Bartłomiej. Tego dnia przypadła też 13 rocznica założenia monasteru i zgodnie z tradycją władyka dokonał postrzyzyn w riasę jednej z sióstr. Była to już 130 siostra! Jak widać, jest to znak szczególnej opieki Matki Bożej nad tym świętym monasterem. Tym razem także mieliśmy wielki zaszczyt i ogromną radość zaśpiewać na Świętej Liturgii obok chóru sióstr, dziewcząt ze szkoły dyrygentek i dzieci. Wielu z nas przystąpiło do sakramentów spowiedzi i Eucharystii. Po służbie i molebniu do Matki Bożej zaproszono nas na uroczysty obiad z władyką, matuszką, siostrami i innymi gośćmi. Niestety nasz pobyt w tym wspaniałym miejscy dobiegł końca. Wolny czas po obiedzie wykorzystaliśmy na ostatnie zwiedzanie – siostry pokazały nam dyrygencką szkołę dla dziewcząt i dzwonnicę. Żal było się rozstawać. Siostry żegnały nas ciepłymi słowami i śpiewem i zapraszały, byśmy jak najszybciej znowu je odwiedzili.
Wszyscy jesteśmy zdania, że tegoroczna wielkopostna pielgrzymka na Ukrainę była udana. Wszędzie, gdzie zajeżdżaliśmy, spotykaliśmy się z otwartymi drzwiami monasterów i serc braci i sióstr, za co w pierwszej kolejności wdzięczni jesteśmy właśnie im i Bogu, który pozwolił, by nasza pielgrzymka była możliwa i przez cały czas czuwał nad nami. Dziękujemy też ojcu Markowi Wawreniukowi, którego duchowej opiece i doświadczeniu bardzo wiele zawdzięczamy.
foto. Marta Łuksza
— uczestniczka
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.