śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 31 października 2010

Chilandar - duchowy uniwersytet

Wywiad z archimandrytą Metodym (Markowiciem), ihumenem serbskiego monasteru Chilandar znajdującego się na górze Atos.

0 czytelników poleca

Wywiad z archimandrytą Metodym (Markowiciem), ihumenem serbskiego monasteru Chilandar znajdującego się na górze Atos. Wywiad został przeprowadzony w radiu Svetigora 31 października 2010 r.

Archimandryta Metody (Markowić) urodził w dniu święta Bożego Narodzenia w 1970 roku w mieście Czaczak. Na chrzcie otrzymał imię Włodzimierz. Po zakończeniu nauki w szkole średniej i odbyciu służby wojskowej rozpoczął studia na wydziale elektrotechnicznym w Belgradzie. W czasie studiów uczęszczał również do misjonarskiej szkoły działającej prze cerkwi św. Aleksandra Newskiego w Belgradzie. Ojciec Metody wstąpił do monasteru Chilandar w 1994 roku. W 1997 roku przyjął święcenia kapłańskie. Wcześniej został postrzyżony przez archimandrytę Mojżesza w schimę. Od 1999 roku powierzono mu duchową opiekę nad nowicjuszami. Po pożarze monasteru w 2004 roku został wyznaczony na kierownika prac renowacyjnych. Również od tego momentu, zgodnie z decyzją archimandryty Mojżesza, pełnił funkcję jego zastępcy. 18 kwietnia 2010 roku, w Niedzielę Niewiast Niosących Wonności, bracia monasteru Chilandar wybrali ojca Metodego na archimandrytę wspólnoty oraz swego duchowego ojca.

W poniższej rozmowie archimandryta Metody opowiedział o swojej drodze do monastycyzmu, o roli jaką spełnia monasteru Chilandar dzisiaj oraz udzielił wskazówek osobom które myślą o rozpoczęciu życia monastycznego.

Ojcze, proszę opowiedzieć o drodze waszego duchowego rozwoju. Jak długo jesteście w monasterze Chilandar, kiedy wstąpiliście na drogę życia monastycznego?
Moje życie religijne rozpoczęło się już we wczesnej młodości. Największą zasługę w tym miała moja babcia, która była pobożną, oddaną modlitwie kobietą. Opiekowała się mną jeszcze zanim rozpocząłem naukę w szkole. Prowadzała mnie do cerkwi, modliła się w mojej obecności, tak więc to ona zasiała we mnie wiarę. Dzięki niej miałem to szczęście, że od najmłodszych lat byłem przywiązany do naszej prawosławnej wiary. Moje przywiązanie do prawosławia oraz moja religijność nie były wówczas jeszcze na jakimś wysokim poziomie. Jednak to doświadczenie pomogło mi w późniejszym czasie gdy na początku lat 90. miało miejsce w naszym narodzie swego rodzaju religijne odrodzenie. Pomogło mi to wówczas we wzmocnieniu mojej wiary, która ostatecznie przywiodła mnie do życia monastycznego.

W monasterze Chilandar jestem od 1994 roku. Przybyłem tutaj w dniu pamięci św. Symeona Serbskiego. co było dla mnie jednocześnie szczególnym błogosławieństwem. W 1995 roku, w czasie święta Przemienienia Pańskiego zostałem obleczony w riasę. Następnie, w 1996 roku w czasie święta Archanioła Michała z rąk naszego zmarłego ihumena Mojżesza przyjąłem postrzyżyny mnisze. W lutym minie już 17 lat odkąd jestem w monasterze Chilandar.

Opowiedzcie proszę kilka słów o monasterze Chilandar i o okresie od kiedy wy w nim jesteście oraz krótko zarysujcie nam historię atoskiego monastycyzmu.
Wydaje mi się, że słuchaczom waszego radia historia monasteru Chilandar jest dobrze znana. Jeżeli chodzi o okres obejmujący pierwszą połowę lat 90 XX wieku, czyli czas w którym wstąpiłem do monasteru, można powiedzieć, że w naszej wspólnocie nastąpiło duchowe odrodzenie. Najważniejszym momentem w najnowszej historii monasteru była decyzja ojców, dotycząca powrotu monasteru do grupy monasterów o regule życia wspólnotowego (cenobitycznego). Wydarzenie to miało miejsce dwadzieścia lat przed moim wstąpieniem do wspólnoty.

Musimy pamiętać, że istnieje też druga reguła życia monastycznego, którą nazywamy idiorytmią. Zgodnie z tą regułą mnich jest zdany wyłącznie sam na siebie. Mnisi w monasterze Chilandar do momentu podjęcia tej decyzji żyli wprawdzie razem ale każdy posiadał własną regułą modlitewną, którą wypełniał w celi, każdy sam organizował sobie posiłek. W nabożeństwach uczestniczyli wszyscy, ale ta wspólnota nie wyglądała tak jak zostało to ustanowione w regułach wspólnotowego życia monastycznego.

Idiorytmia została wprowadzona na świętej Górze w trudnych czasach tureckiej niewoli. W panujących wówczas warunkach trudno było utrzymać życie wspólnotowe w takiej formie w jakiej istniało ono od czasów św. Atanazego Atoskiego, czyli, licząc do dnia dzisiejszego ponad, tysiąc lat. W XX wieku monastery powoli zaczęły powracać do wspólnotowej reguły życia. Jednym z ostatnich monasterów, który dołączył do tej grupy był właśnie monaster Chilandar. Pierwszym ihumenem, po długim czasie, został wybrany już nieżyjący ojciec Paisjusz. Z powodu słabego stanu zdrowia nie mógł on długo piastować swej funkcji. Dlatego zastąpił go nasz ihumen i starzec ojciec Mojżesz, który w rzeczywistości wziął na swoje duchowe barki trud przejścia z idiorytmi do życia wspólnotowego. Sama decyzja o zmianie reguły życia była łatwa, ale trzeba było ją następnie wprowadzić w życie. Wszyscy dla których osoba naszego starca, ojca Mojżesza, jest obca muszą wiedzieć, że był on niesamowicie pokornym i łagodnym człowiekiem, tak jak to zamyślił sam Bóg. Właśnie on, dzięki swojej pokorze i łagodności, zdołał dokonać rzeczywistego przejścia z idiorytmi do życia wspólnotowego.

Miałem to szczęście, że byłem jednym z młodych mnichów, którzy przyszli do monasteru właśnie w tych przełomowych latach i dzięki temu mogłem uczestniczyć w duchowej odnowie. Tak więc moja posługa ihumena, gdy w tym roku zostałem wybrany na jego następcę, jest o wiele lżejsza. Dzięki jego świętym modlitwom będziemy starać się kontynuować drogę, którą on rozpoczął.

Chilandar zawsze był duchowym uniwersytetem. Jaką pełni rolę dziś? Jaką rolę, waszym zdaniem, monaster powinien pełnić w życiu serbskiej cerkwi współcześnie, w oświeceniu serbskiego narodu?
Monaster był od zawsze duchowym uniwersytetem i można powiedzieć, że odegrał najważniejszą rolę w procesie powstania serbskiej cerkwi jak i samego państwa. Wszyscy to wiemy. Dziś jego rola oczywiście się zmieniła, przecież teraz same państwo i Cerkiew wykonują już rolę, którą kiedyś pełnił Chiliandar. Monaster Chilandar w trudnym czasie tureckiej niewoli i różnych pożarów, które wielokrotnie miały miejsce w historii zdołał zachować swe kulturowe i duchowe dobro, dlatego też dzisiaj może on świadczyć o naszej wielkiej historii.

W związku z dzisiejszymi tendencjami i pragnieniem naszego narodu połączenia się z Europą często mówi się, że monaster Chilandar dobitnie świadczy, o tym że nasz naród od wieków był w Europie. Jednak ważniejsze jest to, że Chilandar świadczy o naszej przynależności do kręgu kultury chrześcijańskiej Europy. Wydaje mi się, że to jest właśnie najważniejsze świadectwo, które dotyczy strony nacjonalnej jak i kulturowej. Jednak duchowe znaczenie monasteru jest o wiele ważniejsze i z niczym nieporównywalne. Duchowe znaczenie zawiera się w naszych chilandarskich modlitwach, chilandarskich czuwaniach podczas których modlimy się za wszystkich ludzi, wszystkich chrześcijan jak i za nasz serbski naród.

Chciałabym poprosić was, ojcze w imieniu tych, którzy mają zamiar rozpocząć życie monastyczne, abyście wy, jako ihumen tak ważnego dla naszego narodu monasteru wyjaśnili w jaki sposób należy rozpocząć drogę życia monastycznego.
Jest to jedno z tych pytań, które z jednej strony może wydawać się łatwe, ale w rzeczywistości jest bardzo trudne z tego powodu, że dotyczy ono tajemnicy. W Piśmie Świętym, gdy Pan porównywał małżeństwo i bezżeństwo, Jego uczniowie powiedzieli, że jeśli tak ma być mężczyźnie z kobietą to lepiej w ogóle się nie żenić. Ale Pan odpowiedział: "tak, ale tylko Ci, którym jest to dane".

Jest to tajemnica, gdyż trudno jest określić na ile mamy tutaj do czynienia z Bożym wezwaniem, a na ile z wolną wolą człowieka. Naturalnie, z jednej jak i z drugiej strony mamy do czynienia z pewnym działaniem, które ostatecznie spotyka się nawzajem. Niemniej jednak jest to tajemnica. Ciężko byłoby to wyjaśnić nawet mnichom, którzy przeżyli całe swoje życie w wysiłkach ascetycznych i wznieśli się na wyżyny duchowe.

Nie jestem w stanie tego wytłumaczyć, mogę natomiast przedstawić własne doświadczenia. Pragnienie poświęcenia się życiu monastycznemu pojawiło się w moim sercu w 1989 roku. Ostatecznie wstąpiłem do monasteru w 1994 roku, tak więc minęło 5 lat od pojawienia się pierwszego pragnienia do urzeczywistnienia go. Największy wpływ na mnie wywarły postrzyżyny mnisze, których byłem świadkiem w monasterze Wysokie Deczany w 1993 roku podczas święta św. Stefana Deczańskiego. Wówczas postrzyżono dwóch mnichów. Po tym wydarzeniu moje pragnienie wzrastało, ale nie było ono na tyle duże, abym mógł uczynić ostateczny krok w tym kierunku. Modliłem się wówczas do świętych mnichów, przede wszystkim do św. Antoniego Wielkiego, ojca monastycyzmu oraz do św. Sawy Oświęconego, św.św. Pachomiusza i Teodozjusza, św. Jana Klimaka, abby Doroteusza. Również do naszych święty ojców św. Symeona Serbskiego, św. Sawy i innych, aby mnie utwierdzili w moim postanowieniu. Gdy nadszedł czas wstąpiłem do monasteru.

Tak więc jeżeli ktoś odczuwa w swym sercu pragnienie zostania mnichem powinien się modlić. Jeżeli to pragnienie rzeczywiście pochodzi od Boga wówczas pomoc Boża nie zostawi takiego człowieka i to pragnienie pozostanie w jego sercu. Będzie on mógł powiedzieć, że rzeczywiście to sam Bóg go przyzywa. I to jest w rzeczywistości ten moment kiedy człowiek może doświadczyć Bożego wezwania. To wezwanie każdy odczuwa indywidualnie, więc nie ma potrzeby wyjaśnienia jak ono wygląda. Z pewnością trudno też jest to wyjaśnić. Ale ten, który go doświadczy i podejmie decyzję z nadzieją nie powinien mieć wątpliwości. To jest właśnie Boże wezwanie.

Co waszym zdaniem jest najważniejsze w dzisiejszym monastycyzmie? Czy współczesny monastycyzm nadal znajduje się na drodze tradycji?
W książce św. Nikodema Atoskiego "Niewidzialna walka" znajduje się jedno bardzo ważne pouczenie dotyczące współczesnego monastycyzmu. Jest tam powiedziane, że my, ludzie dzisiejszej generacji nie jesteśmy w stanie kontynuować wysiłków ascetycznych Ojców, którzy żyli w pierwszych wiekach i ich bezpośrednich następców. Jednakże możemy mieć tak samo jak oni usposobione serce. Możemy posiadać tak samo wielką miłość do Boga i do ludzi. Nikt z nas nie może powiedzieć, że jest to niemożliwie. Z powodu naszej dzisiejszej słabości cielesnej nie jesteśmy w stanie przywrócić całonocnych czuwań i podjąć się wysiłkom postu i modlitwy jakich oni się podejmowali i o których czytamy w ich żywotach. Jednakże nastawienie serca oraz miłość do Boga i ludzi możemy mieć zawsze takie samo i powinniśmy trudzić się każdego dnia, aby ta miłość wzrastała w naszym sercu.

Ojcze, proszę o opowiedzenie o jedynym z atoskich starców.
W historii świętej góry żyło wielu starców, których imiona zostały zapisane w dyptychach świętych. Jednakże oczywistym jest, że było również wielu świętych, których imiona zna tylko sam Bóg i o których my nie mamy najmniejszego pojęcia. Ważne jednak jest to, że ich imiona zostały zapisane w Księdze Życia. We wstępie do książki "Atoscy asceci XIX wieku" jest opisany przypadek mnicha, który modlił się do Boga, aby Ten objawił mu ilu jest świętych atoskich ojców. Pewnej nocy mnich ten usłyszał w swojej celi głos: "Spójrz na gwieździste niebo". Gdy mnich to uczynił usłyszał odpowiedź: "Tylu jest świętych ojców atoskich ile widzisz gwiazd na tym niebie". Święci starcy żyli na świętej górze zarówno w dawnych, jak i obecnych czasach. Jednym z najbardziej znanych współczesnych ojców był starzec Paisjusz. Można powiedzieć, że miałem szczęście być przez kilka miesięcy współczesnym mu mnichem w okresie od kiedy wstąpiłem do monasteru Chilandar do momentu śmierci starca w 1994 r. Duch jego nauk jest jednak nadal żywy na świętej górze i oświeca mnichów. Często wydawane są książki mówiące o jego życiu i zawierające jego pouczenia. Zostały one również przetłumaczone na język serbski. Jego pustelnia znajdująca się w pobliżu Karei jest często odwiedzana przez pielgrzymów, którzy przybywają na świętą górę.

Trzeba również wspomnieć o bardzo ważnym starcu ojcu Józefie Hezychaście, który również żył w XX wieku, trochę wcześniej od starca Paisjusza.

Włożył on wielki wkład w rozwój duchowy mnichów. Jego uczniowie, których prowadził duchowo, odnowili życie monastyczne w wielu monasterach świętej góry. W tym miejscu trzeba zaznaczyć, że jeden z jego uczniów starzec Haralampiusz, który początkowo prowadził swe życie w chilandarskiej pustelni św. Mikołaja zwanej Burazeri (znajdującej się niedaleko od Karei), po pewnym czasie wraz z braćmi przeniósł się do monasteru św. Dionizego i tam odnowił życie monastyczne. Trzeba również wspomnieć o kolejnym jego uczniu, który również nazywał się Józef. On z kolei odnowił życie w monasterze Watopedi, w którym żyje obecnie około stu mnichów i nowicjuszy. Byłem obecny na pogrzebie tego starca. W czasie uroczystości miało miejsce małe cudo. Starzec zmarł z otwartymi ustami. Bracia starali się je zamknąć, jednak bez powodzenia.

Na świętej górze istnieje tradycja, że ciało zmarłego mnicha owija się mantią i składa do grobu bez trumny, aby urzeczywistnić dosłownie słowa Boga: "z prochu powstałeś i w proch się obrócisz". Zdarzają się wypadki, że ihumen monasteru decyduje aby odsłonić twarz zmarłego, w takim wypadku mantija jest częściowo rozcinana. Tak też zadecydował obecny ihumen monasteru Watopedi, ojciec Efrem. Decyzja ta wzbudziła sprzeciw wśród braci. Twierdzili oni, że nie będzie to dostojnie wyglądać, gdy twarz starca, ich duchowego ojca, będzie w takim stanie odsłonięta. Mimo to ihumen nie zmienił zdania i bracia dalej nie protestując wypełnili jego wolę. I w tym momencie wydarzył się cud, gdyż usta starca zamknęły się same, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Uśmiech, który był wyrazem radości duchowego ojca widzącego posłuszeństwo swych dzieci wobec ihumena monasteru. Trudno było uwierzyć, że leżał przed nami człowiek, którego dusza już opuściła ciało. Fotografia uśmiechniętej twarzy starca Józefa obiegła cały świat.

Byłem obecny na pogrzebie starca, który poświęcił całe swe życie Bogu i Bogurodzicy. W rzeczywistości ten pogrzeb zamienił się w święto, albowiem gdy mnich odchodzi z tego świata jednocześnie spełnia swoje największe pragnienie. Jego dusza odchodzi do Boga, dzięki jego indywidualnym wysiłkom jak i modlitewnej pomocy Bogurodzicy, która jest ihumenią całej góry Atos. Odchodzi do Boga, którego kochał całym swym sercem i służeniu któremu poświęcił całe swoje życie. Tak więc takie wydarzenie jest jednym wielkim duchowym świętem. Możliwość uczestniczenia w pogrzebie starca Józefa była dla mnie wielką duchową radością, nauką i błogosławieństwem. Na pogrzebie obecny był też ojciec Efrem (również uczeń starca Józefa Hezychasty), który obecnie przebywa w Ameryce, a wcześniej odnowił życie w monasterze Fileoteu oraz w kilku innych monasterach.

Starzec Józef Hezychasta oraz starzec Paisjusz to dwie wielkie postacie żyjące na świętej górze w XX wieku. Przy tej okazji trzeba również wspomnieć o naszym bracie Serbie, ojcu Jerzym (Vitkoviciu), który również był uczniem starca Józefa Hezychasty. Grecy znają go pod imieniem Branko. Jako nowicjusz żył on razem ze starcem Józefem. Pochodził z Hercegowiny, którą opuścił po zakończeniu drugiej wojny światowej. Żył w zachodniej Europie i przez Ziemię Świętą trafił na Atos. Początkowo przebywał w monasterze Chilandar, gdzie w tamtym czasie jeszcze bracia żyli w idorytmii. Nie odpowiadało to dla ojca Jerzego w związku z czym przeniósł się do rosyjskiego monasteru, a następnie do pustelni starca Józefa. Był obecny przy śmierci swego wielkiego duchowego nauczyciela. Odnośnie jego ascetycznego życia można by było dużo mówić. Opowiem tylko jedną historię. Gdy był jeszcze nowicjuszem, starzec Józef zalecił mu, aby każdą noc poświęcał na modlitwę, pozbawiając się jednocześnie snu. Jego cela znajdowała się niedaleko od celi starca, więc ten od czasu do czasu opuszczał swoją celę i mówił: "Branko nie śpij!". Wówczas Branko wychodził naprzeciw (również opuszczał celę) i mówił: "Błogosławcie ojcze, nie śpię, modlę się" i ponownie wracał do celi i oddawał się modlitwie. W taki sposób starzec sprawdzał go każdej nocy. Gdy już jako nowicjusz poddawał się takiemu duchowemu wysiłkowi w następnych latach rozkwitł i stał się jednym z najważniejszych postaci świętej góry w drugiej połowie XX wieku. Zmarł w starym rosyjskim monasterze, w miejscu w którym został postrzyżony św. Sawa. Kilka lat temu jego szczątki przenieśliśmy do naszego monasteru Chilandar i uważamy ojca Jerzego za naszego duchowego obrońcę.

Ojcze, co sądzicie o życiu współczesnych chrześcijan? Jaką możecie dać im radę? Co może pomóc w zbawieniu chrześcijaninowi żyjącemu w XXI wieku?
Jedną z przeszkód znajdujących się na drodze życia chrześcijanina w dzisiejszych czasach jest to, że system wartości moralnych został odwrócony. Cnoty chrześcijańskie są wystawione na pośmiewisko, natomiast grzech jest akceptowany, chwalony i przyjęty jako powszechnie obowiązujące prawo. Dlatego też bardzo trudno jest ludziom pragnącym być prawdziwymi chrześcijanami odnaleźć się w sytuacji, gdy system wartości jest wypaczony. Z tego względu bardzo ważnym jest, abyśmy codziennie znaleźli czas na czytanie nie tylko Ewangelii, ale i również duchownych książek, tj. ascetycznej literatury. Czytając te natchnione teksty możemy dowiedzieć się jaki rzeczywiście sposób życia Bóg zamyślił w świecie, który stworzył i dał ludziom. Dzięki temu możemy podjąć próbę, na ile jest to oczywiście w naszej mocy, naprawienia systemu wartości. Jeżeli zaniedbamy lekturę takiej literatury niestety i my zostaniemy wciągnięci przez współczesny duch, który nie był tak groźny i silny jeszcze nigdy w historii. Wielką korzyść możemy czerpać z lektury takich książek. Człowiek w każdym wieku może znaleźć odpowiednią książkę, która pomoże mu w duchowym rozwoju. Jeżeli będziemy poświęcać codziennie na czytanie duchowej literatury od 20 minut do pół godziny to wydaje mi się, że nasza droga zbawienia, duchowego dojrzewania stanie się o wiele lżejsza. W przeciwnym wypadku, gdy skupimy naszą uwagę jedynie na tym co daje nam codzienne życie, wówczas stanie się to o wiele trudniejsze.

za: saki.pl

— tłum. o. Wiaczesław (Dejneko)

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →

Najnowsze ze świata

wszystkie →