śr, 19(6) sie środa, 19(6) sie 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 19 sierpnia 2026

Chwała Krzyża

Chwała objawiona dziś na Górze Tabor w żaden sposób nie może być oddzielona od Krzyża Chrystusa. Nie da się jej zrozumieć bez Krzyża Chrystusa. A przede wszystkim, nie można jej osiągnąć inaczej, jak tylko obejmując Krzyż Chrystusa.

0 czytelników poleca

Dzisiaj obchodzimy Święto Przemienienia Pańskiego, dzień, w którym chwała Boża objawia się nam, grzesznikom, w osobie Boga-Człowieka Jezusa Chrystusa. Dziś na Górze Tabor Ten, który otworzył oczy niewidomym, otwiera teraz rozumne oczy apostołów – dotychczas zaślepionych grzechem – i, jak głosi świąteczny troparion, „[objawia] swoją chwałę [swoim] uczniom, na ile mogli ją pojąć”. I – o ile sami zechcemy – bez wątpienia objawi tę samą chwałę również nam, grzesznikom.

Oczywiście Góra Tabor nie była bynajmniej pierwszym momentem, w którym Bóg objawił nam swoją przedwieczną chwałę. Wręcz przeciwnie, chwała ta objawiła się od samego momentu stworzenia świata, o czym wyraźnie świadczą Psalmy: „niebiosa głoszą chwałę Boga”. Mojżesz i Eliasz, którzy dziś ukazują się na Górze Tabor, rozmawiając z Chrystusem, rozmawiali wcześniej z Bogiem na innej górze, a później nawet odblask Boskiej chwały, który jaśniał na twarzy Mojżesza, był dla Izraelitów czymś więcej niż mogli oni znieść.

Jednak chwała Boża objawiona dzisiaj zasadniczo różni się od wcześniejszych objawień i w istocie znacznie przewyższa wszystko, co miało miejsce wcześniej. W jaki sposób? Św. Grzegorz Palamas pisze: „Nawet twarz Mojżesza została rozświetlona przez jego obcowanie z Bogiem. Czyż nie wiecie, że Mojżesz został przemieniony, gdy wszedł na górę i ujrzał tam chwałę Bożą? Lecz on (Mojżesz) nie dokonał tego, lecz raczej doznał przemienienia. Jednakże nasz Pan Jezus Chrystus sam posiadał to Światło”.

Dziś nie widzimy już chwały Bożej tylko w takim stopniu, w jakim może być ona przekazana przez rzeczy stworzone, lecz widzimy raczej Niestworzone Światło jaśniejące z twarzy samego Dawcy Światła. Wcześniej nawet sam Mojżesz nie był w stanie ujrzeć tej chwały w całej jej pełni, jak napisano: I rzekł Pan… A gdy będzie przechodzić moja chwała, postawię cię w rozpadlinie skalnej i zakryję cię swoją dłonią, aż przejdę. Potem odejmę dłoń i ujrzysz mnie od tyłu, ale moje oblicze nie będzie widziane (Wj 33, 22-23).

Jednakże dzisiaj „Bóg objawił się w ciele” (troparion ku czci św. Jana Poprzednika), a „tajemnica od wieków ukryta w Bogu” (Ef 3,9), zostaje objawiona nam, grzesznikom, jaśniejąc w transcendentnej chwale na Górze Tabor w obliczu Pana Jezusa Chrystusa.

Ale jaka to tajemnica została teraz objawiona? Jaka jest natura chwały, która wcześniej była ukryta nawet przed aniołami (por. 1 P 1, 12), a dziś jest odsłonięta zarówno przed prorokami, jak i apostołami, przed żywymi i umarłymi?

Święty Paweł daje odpowiedź wszystkim, którzy starają się zrozumieć prawdziwą naturę chwały Bożej: „Obym się nigdy nie ważył chwalić czymś innym niż tylko krzyżem naszego Pana Jezusa Chrystusa” (Ga 6, 14).

Nieprzypadkowo Przemienienie nastąpiło zaraz po tym, jak Pan po raz pierwszy opowiedział swoim uczniom o swojej męce: „Odtąd począł Jezus objaśniać uczniom swoim, że trzeba Mu pójść do Jerozolimy i wiele wycierpieć od starszych i arcykapłanów, i znawców Ksiąg, i być zabitym, i trzeciego dnia powstać” (Mt 16, 21).

Nieprzypadkowo podczas samego Przemienienia Chrystus rozmawiał z Mojżeszem i Eliaszem właśnie „o Jego odejściu, które miało się dokonać w Jeruzalem” (Łk 9, 31). I nie jest to przypadek, że to święto obchodzone jest w czasie Postu Zaśnięcia, który rozpoczyna się Procesją Krzyża, a kończy Zaśnięciem Tej, którą każdy chrześcijanin (a zwłaszcza każdy mnich) pragnie nade wszystko naśladować.

Chwała Boga to nic innego jak chwała Krzyża.

Jak łatwo przeoczyć, zapomnieć lub zignorować tę wielką prawdę! Jak łatwo wyobrazić sobie, że Krzyż jest tylko bramą, przez którą musimy przejść, aby dotrzeć do Boskiej chwały. Ale kiedy Chrystus powiedział: „Nadeszła godzina, aby uwielbiony został Syn Człowieczy” (J 12, 23)? W godzinie swojego Zmartwychwstania, Wniebowstąpienia, czy też wielkiego i straszliwego Drugiego Przyjścia? Nie – powiedział to w godzinie, w której wstąpił na Krzyż. A jaką ikonę my, prawosławni, nazywamy „Królem Chwały”? Ikonę Zmartwychwstania, Wniebowstąpienia czy Chrystusa zasiadającego na tronie u boku Ojca w Niebie? Nie – to ikona, na której wisi nagi na krzyżu.

Dlaczego? Dlaczego wszystkie Pisma Święte i wszyscy Ojcowie, cała nasza ikonografia i wszystkie nasze hymny tak mocno wiążą chwałę Boga z ukrzyżowanym Chrystusem? Po prostu dlatego, że Krzyż – słowami błogosławionej pamięci o. Thomasa Hopko – jest „ostatecznym objawieniem Boga jako miłości”. Jeśli Bóg jest miłością, to chwała Boga musi być chwałą Jego miłości. I jak powiedział sam Chrystus: „Nikt nie ma większej miłości ponad tę, że ktoś duszę swoją oddaje za przyjaciół swoich” (J 15,13).

Jeśli się nie mylę, być może to jest jeden z powodów, dla których Chrystus nakazał swoim uczniom w dzisiejszej Ewangelii: „Nikomu nie opowiadajcie o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy powstanie z martwych” (Mt 17,9). Być może to jest również jeden z powodów, dla których Pismo Święte mówi nam, że św. Piotr nie wiedział, co mówi, gdy poproszono go, aby pozostał na Górze Tabor z Chrystusem, Mojżeszem i Eliaszem. Chwała objawiona dziś na Górze Tabor w żaden sposób nie może być oddzielona od Krzyża Chrystusa. Nie da się jej zrozumieć bez Krzyża Chrystusa. A przede wszystkim, nie można jej osiągnąć inaczej, jak tylko obejmując Krzyż Chrystusa.

I zaprawdę, chwała, którą Chrystus zajaśniał na Górze Tabor, jest tą samą chwałą, którą pragnie, aby zajaśniał również każdy z nas. Właśnie w tym celu przyszedł na ziemię, przyjął naszą naturę, cierpiał na Krzyżu i zmartwychwstał trzeciego dnia. Dzisiaj w swoim Przemienieniu Chrystus objawia nie tylko Kim naprawdę jest, ale także kim my sami jesteśmy – powołanymi, by być „uczestnikami natury Bożej” (2 P 1,4), „dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa, jeśli z Nim współcierpimy, aby wespół z Nim dostąpić chwały” (Rz 8,17).

Krzyż – czy to krzyż, który niósł sam nasz Zbawiciel, czy ten, który nam dał do niesienia – nie jest jedynie próbą do przejścia, doświadczeniem do zniesienia ani przeszkodą do pokonania, zanim dotrzemy do celu i otrzymamy niebiańską nagrodę. Krzyż sam w sobie jest naszym celem i naszą niezmiernie wielką nagrodą. Ponieważ Krzyż jest samoobjawieniem się samego Boga. Jest objawioną miłością Boga. A sam Raj to nic innego jak ta miłość – a każdy „raj”, jaki moglibyśmy znaleźć poza Krzyżem, to tylko miraż, oszustwo, pułapka i ślepa uliczka.

Cytując ponownie o. Thomas Hopko: I tak, raz jeszcze, jeśli czegokolwiek nauczyliśmy się w naszej edukacji teologicznej, formacji duchowej i… posłudze, to tego, że nauczyliśmy się wystrzegać i być ostrożnym wobec wszelkiego zadowolenia, pocieszenia i komfortu przed i bez współukrzyżowania w miłości do Chrystusa. Nauczyliśmy się, że chociaż możemy dowiedzieć się o Bogu poprzez formalną edukację teologiczną i naukę w szkole, to poznać Go możemy jedynie poprzez branie naszych codziennych krzyży z cierpliwą wytrwałością w miłości do Jezusa i dla Niego.

Wsłuchajmy się w hymny naszego Kościoła i w życie świętych: męczennicy odnaleźli największą radość swojego życia właśnie w śmierci, ponieważ to właśnie tam – i tylko tam – w końcu całkowicie zjednoczyli się z Panem Jezusem Chrystusem i stali się uczestnikami prawdy Jego boskiej i transcendentnej miłości. Jak powiedział kiedyś św. Sofroniusz: „Nie da się żyć jak chrześcijanin; jako chrześcijanin można tylko umrzeć”, i jak powiedział nam sam nasz Pan: „Kto bowiem chciałby zbawić duszę swoją, zgubi ją, kto zaś by stracił duszę swoją dla Mnie, znajdzie ją” (Mt 16,25).

Ta wielka tajemnica jest kluczem do całego naszego życia chrześcijańskiego. I jest to jedyny klucz, który z kolei otworzy przed nami inną wielką tajemnicę, o której Chrystus mówił zaledwie chwilę później – tajemnicę, która jest nam dziś tak chwalebnie objawiana: „Amen, mówię wam, że niektórzy spośród tu stojących, którzy nie zakosztują śmierci, póki nie zobaczą Syna Człowieczego przychodzącego w Królestwie swoim” (Mt 16,28).

„Niektórzy spośród tu stojących, którzy nie zakosztują śmierci”. Te słowa naszego Zbawiciela skierowane są nie tylko do Piotra, Jakuba i Jana, ale także do każdego z nas, którzy tu dzisiaj stoimy. Jeśli staniemy się gotowi prawdziwie oddać nasze życie, jeśli znajdziemy odwagę i wiarę, by prawdziwie wziąć nasz Krzyż i pójść za Nim, wtedy – tak jak apostołom na Górze Tabor – Chrystus otworzy oczy naszego serca, a całe nasze cierpienie i wyrzeczenie się siebie zostaną przemienione przez transcendentną chwałę Boga i zaprawdę „zobaczymy Syna Człowieczego przychodzącego w Królestwie swoim”. Tajemnicą tego święta jest to, że pełni chwały Bożej nie można znaleźć nigdzie indziej na ziemi, jak tylko na Krzyżu.

Ale ostatecznie tej tajemnicy nie da się wyjaśnić, zrozumieć ani pojąć: można ją jedynie przyjąć. Krzyż zawsze będzie się wydawał jedynie bólem, cierpieniem i śmiercią, aż w końcu na niego wstąpimy. Dopiero wtedy nasze oczy się otworzą i dopiero wtedy ujrzymy Chrystusa przemienionego w chwale, „oblicze Jego … jak słońce, a szaty Jego… jasne jak światło” (Mt 17,2). Dopiero wtedy my sami zostaniemy przemienieni i zmartwychwstaniemy, uczestnicząc w całej Jego łasce i jaśniejąc pełnią Jego chwalebnego i Niestworzonego Światła.

Niech nas uczyni godnymi swojego Krzyża. Niech nas uczyni godnymi swojej śmierci. Niech nas uczyni godnymi swojej chwały i swojego życia, nieskończonego i wiecznego.

„Niechaj więc i nam grzesznym za wstawiennictwem Bogurodzicy zajaśnieje wieczna Światłość Twoja, Dawco Światłości, chwała Tobie!” (troparion Przemienienia Pańskiego).

Amen.

archimandryta Gabriel (tłum. Gabriel Szymczak)

za: holycross.org

fotografia: jarek /orthphoto.net/

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Najnowsza publicystyka

wszystkie →

Najnowsze z Polski

wszystkie →