śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 25 maja 2004

Filozofia twórczości w aspekcie prawosławia

Christos Woskriesie! – witają się prawosławi chrześcijanie w okresie Wielkanocnym, a ich serca przepełnia wielka radość. Bo jak tu się nie radować w tym czasie? Raduje się zawsze ten, kto afirmuje siebie, kto dumny jest z bycia tym, kim jest. Cóż może przeszkodzić w owej radości?

0 czytelników poleca

Brak zdjęć

Christos Woskriesie! – witają się prawosławi chrześcijanie w okresie Wielkanocnym, a ich serca przepełnia wielka radość. Bo jak tu się nie radować w tym czasie? Raduje się zawsze ten, kto afirmuje siebie, kto dumny jest z bycia tym, kim jest. Cóż może przeszkodzić w owej radości? Nic, bowiem nawet nasz grzech jest jeno „garścią piasku rzuconą w niezmierne morze wobec nieskończonego miłosierdzia Bożego” – wedle słów św. Izaaka Syryjczyka, bowiem śmierć utraciła swój oścień, i nikt już nie powinien opłakiwać nieszczęścia. Zmartwychwstał Pan i my wszyscy także kiedyś zobaczymy Go wśród naszych bliskich i „radośnie opowiemy sobie nawzajem o tym, co było” – jak wołał do swych młodych przyjaciół Alosza Karamazow.
Czas Wielkanocy uświadamia człowiekowi, jak niezwykłą rolę ma on do odegrania w świecie, jak zaszczytne miejsce piastuje on w dziele Stworzenia. „Bóg stał się człowiekiem, aby człowiek mógł stać się bogiem” – gigantyczne słowa św. Atanazego z Aleksandrii informują nie tyle o pewnym przywileju, co o zadaniu, jakie stoi przed każdym z nas, zadaniu kompletowania i upiększania istniejącego w nas obrazu Bożego, którego wynikiem będzie przebóstwienie. W tym właśnie kontekście należy rozumieć słowa św. Bazylego Wielkiego z IV wieku: „Człowiek jest to stworzenie, które otrzymało nakaz stania się bogiem”. Jak pisał Henryk Paprocki – wybitny polski znawca teologii wschodniej i filozofii rosyjskiej – istnienie pierwiastka Bożego w człowieku i ludzkiego w Bogu skupia w sobie największą tajemnicę chrześcijaństwa – Bosko-ludzką rzeczywistość Chrystusa, otwierając przed świadomością chrześcijańską perspektywę współpracy człowieka z Bogiem w dziele kreacji.
Człowiek, ukształtowany na obraz i podobieństwo Boga, „wzięty został i umieszczony w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał” (Rdz. 2, 15). Opowieść o człowieku w Raju to nie opowieść o Człowieku a Bogu, tylko o Człowieku i Bogu, ich przyjaźni i dzielonym zaufaniu. Do Przymierza przystąpiło dwóch partnerów, więc jego historia nie jest boskim monologiem tylko dialogiem, bo obaj mówią: Bóg i człowiek. Człowiek jest do Boga ”podobny”, a w podobieństwie tym „wznoszącym się aż do obrazu, zawiera się cały szereg własności, jakie przysługują Bogu” (św. Grzegorz z Nyssy). Na przykład wolność. Wolność do dobra i do zła. „Bóg uczcił człowieka dając mu wolność, ażeby dobro mogło w pełni należeć do tego, który je wybierze” (Św. Grzegorz z Nazjanzu). Chrześcijaństwo – jakże często się dziś o tym zapomina! – jest przede wszystkim religią wolności, bo wierzący nie ma nad sobą Pana i Władcy, nie jest niczyim sługą. „Być chrześcijaninem nie oznacza bycia posłusznym niewolnikiem” – kategorycznie stwierdził w swej Autobiografii Mikołaj Bierdiajew – lecz raczej twórcze poszukiwanie możliwości przemiany świata, walkę z przeciwnościami, jakie narzuca rzeczywistość. Człowiek jest żywą ikoną Boga; fakt ten odróżnia go nawet od aniołów, które są tylko czystym światłem i odbiciem Bożej chwały, Jego posłańcami. Ich zadaniem jest służyć człowiekowi, bo to on jest przyjacielem Boga, oto jemu dana została moc nasycania tego świata wartościami miłości, dobra i prawdy, na chwałę Bożą. Człowiek potrafi tworzyć oblicza świętości również tu, na ziemi, które to kopie kiedyś, gdy nadejdzie największy dzień, odnajdą i pokryją się ze swymi oryginałami w Królestwie Niebieskim.
Przykazanie „kultywowania Edenu”, jak znakomicie zauważył Evdokimov, należy interpretować w olbrzymiej perspektywie kultury. Obowiązkiem i celem człowieka jako „małego boga” (mikrotheosa) i „mikrokosmosu” (św. Jan Damasceński) jest tworzyć. Oznacza to, że sens kultury jest wobec niej transcendentny, kultura wykracza poza samą siebie, uczestnicząc w Boskim planie dotyczącym świata. A jednak, czym jest ludzki akt twórczy w warunkach tego świata? Marnością, bowiem „przemija postać świata tego” (1 Kor. 7, 31). Prawosławie silnie uświadamia sobie nicość sił ludzkich i ostrzega przed przywiązywaniem się do tego świata i tworzeniem idoli. Tym, co istotowe i rzeczywiste, nie jest na Wschodzie świat zjawisk empirycznych, tylko rzeczywistość duchowa. Szukajcie najpierw Królestwa Bożego, ”gromadźcie sobie skarby w niebie”, a reszta zostanie wam dana – powiada Ewangelia (Mt. 6, 33). Wziąwszy to pod uwagę, można nawet mówić o nihilistycznym pierwiastku tkwiącym w prawosławiu. Wszakże to nie tyle nihilizm, co eschatologiczne nastawienie prawosławia rzutuje na postrzeganie i konceptualizowanie ludzkiego aktu twórczego. Podczas gdy Zachód, biorąc czynny udział w przemianach świata, charakteryzuje awersja do śmierci, awersja zaczynająca już zresztą przypominać obsesję, to na Wschodzie, który od świata ucieka, wartościuje się życie i świat właśnie z perspektywy końca, z perspektywy spraw ostatecznych. Sens ludzkiej działalności wyjawiony zostanie dopiero w momencie Paruzji. Tymczasem Zachód, na pytanie o sens twórczości zawsze szukał odpowiedzi tu na ziemi, a jego kultura – zaiste najwspanialsza kultura, tworzona była dla samej siebie. Wartość autoteliczna kultury, uznawana już w Starożytności, szczególnie zaś podkreślana od czasów Renesansu, doprowadziło do tego, że produkuje się ją dzisiaj niczym każdy inny towar, kierując się chęcią zapewnienia sobie sławy i nieśmiertelności, lub zapotrzebowaniem mas. Miłość, będąca na Wschodzie najważniejszą zasadą poznania i uczuciem umożliwiającym twórczość i dostrzeganie Prawdy, na Zachodzie przeobraziła się w demoniczną miłość własną, która, o czym wiedzieli wszyscy wielcy myśliciele Wschodu, od Ojców Kościoła począwszy, a skończywszy na XX-wiecznym rosyjskim geniuszu o. Pawle Floreńskim, wiąże się jedynie ze stratą mocy twórczej. „Poznanie jest miłością poznającego do tego, co jest poznawane, i miłość ta jest wzajemna”, gdyż akt ten oznacza „narodziny w prawdzie” – pisał Aleksiej Łosiew. Miłości własnej wtóruje najczęściej pogarda dla drugiego człowieka, chęć nobilitowania siebie względem innych. Ale „Poznanie – głos Bierdiajewa – możliwe jest wyłącznie za pośrednictwem miłości. Nienawiść pozwala ujrzeć jedynie wykrzywione twarze”. Wiedział o tym Iwan Karamazow, wiedział „człowiek z podziemia” Dostojewskiego. Współczesna sztuka Zachodu widzi już tylko takie właśnie twarze, chłoszcze się i kąpie w demonicznych wizjach własnego umysłu, który wyrzekając się miłości do Boga, utracił tym samym szacunek i miłość do bliźniego, zapomniał o tej prawdzie, że „miłość Boga i miłość ludzi są dwoma aspektami jednej, całkowitej miłości” (św. Maksym Wyznawca). Pomimo to, na Zachodzie zdaje się panować absurdalny i żałosny kult artysty, filozofa i naukowca, który przez fakt swego „tworzenia” nabiera rzekomego prawa do „nauczania” innych. To twórca „roszczący sobie prawo do absolutnej słuszności”, „pozujący na proroka” i używający „wielkich słów” – jak wielokrotnie z niechęcią obserwował wybitny filozof nauki Karl R. Popper. A przecież, czym jest pisanie nie potwierdzone życiem tego, kto pisze? „Czyż nie obawiasz się prowadzić innych ku Boskiemu światłu, podczas gdy ty sam pozostajesz go pozbawiony?” – pytał Symeon Nowy Teolog, św. Diadoch z Fotike twierdził zaś, że „zawsze dobrze jest czekać, z wiarą wzmacnianą przez miłość, na oświecenie, które umożliwi nam mówienie. Nic bowiem nie jest równie nędzne, jak umysł filozofujący na temat Boga, a sam Go pozbawiony”.
Dla serca prawosławnego szczególnego znaczenia nabrałoby retoryczne pytanie Czesława Miłosza: „Czym jest poezja, która nie ocala narodów i ludzi?” Dla największych pisarzy i filozofów rosyjskich jasne jest, że twórczość musi polegać na „zmienianiu świata na lepsze”. Boski akt stworzenia nie został raz na zawsze zamknięty, rolą człowieka jest go doprowadzić do końca, ale tak, jak to czynił Bóg, który tworząc widział, że to, co czynił było „dobre”. Tutaj też chodzi o „przyrost”, ale nie dóbr materialnych i sławy, tylko przyrost dobra w świecie, o wyrwanie człowieka z kłamstwa, niewoli i cierpienia. Gdy wielka triada prawdy, piękna i dobra przestaje tworzyć jedność w życiu i dziele twórcy, „wszelka sztuka staje się tylko pusta zabawą próżniaków” – wedle słów Lwa Tołstoja. Dla prawosławnej duchowości wielkie dzieła, które nie nauczają, nie zmieniają świata, nie ocalają narodów i ludzi, są twórczymi porażkami. Po obiektywizacji w świecie profanum, prędko okrywają się kurzem wśród setek tysięcy innych, pozostają ciche, bezsilne, żadne... Horyzont, na jaki spoziera każdy twórca, powinien być zawsze rozjaśniony ideą wspólnie dzielonego dobra i powszechnego zbawienia. On sam, i nie ma w tym nic bardzo zaskakującego, winien przynajmniej starać się zostać świętym. Wymaga tego jego własna uczciwość, gdyż podejmując próbę pisania o cnotach, a samemu ich w sobie nie rozwijając, wszystko co stworzy będzie „martwe i równie dalekie od prawdy, jak ziemia od nieba” – wedle słów Mikołaja Gogola z zachowanych fragmentów II części Martwych dusz. „Zimny pot oblewał mnie na myśl, że być może zostałem przeznaczony na zamienienie się w proch bez związania mego nazwiska z jakimkolwiek pięknym dziełem” – niepokoił się młody Gogol, który nie chciał – tak jak inni – „po prostu istnieć”, „po prostu pisać”. W Kazaniu na górze Chrystus mówi do ludzi: „Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu” (Mt. 5, 14-16). Trzeba nieustannie dążyć do przodu i wierzyć w zbawiający (w sensie indywidualnym i uniwersalnym) cel własnej twórczości, choćby jego realizacja była trudna, a marzenie, niczym Ten, kto czeka na nasze spotkanie, wydawałoby się majaczyć w nieosiągalnej dali. W imieniu wszystkich podejmujących taką próbę piękny wiersz napisał rosyjski filozof, poeta i mędrzec – Władimir Sołowjow:

W porannej mgle chwiejnymi krokami
Szedłem ku cudnym i tajemniczym brzegom.
Zorza walczyła z ostatnimi gwiazdami,
Jeszcze błąkały się sny i przez nie pochwycona
Dusza modliła się do nieznanych bogów.

W chłodny biały dzień samotną drogą,
Jak zawsze idę ku nieznanej krainie.
Rozwiała się mgła i oko widzi,
Jak trudna jest górska droga, jak jeszcze daleko,
Daleko do wszystkiego, o czym marzyłem.

I do północy niepewnymi krokami
Wciąż będę szedł ku brzegom upragnionym,
Tam, gdzie na górze, pod nowymi gwiazdami,
Cała w płomieniach zwycięskiego ognia
Czeka na mnie moja obiecana świątynia.

Prawosławie nie neguje ludzkiego wysiłku twórczego, wręcz odwrotnie, maksymalnie go afirmuje i wywyższa, ale zastrzega, że postawa twórcza jest postawą zorientowaną na to, co najważniejsze i ostateczne, na Świat Niebiański. I tak sama nasza obecność w świecie jest już tworzeniem. Każdy przedmiot śpiewa ku nam o swoim wyjątkowym znaczeniu w uniwersum. Biblijny opis stworzenia przypomina niebiańską symfonię prowadzoną przez absolutnego Dyrygenta. Gdy przyglądamy się ruchom ciał niebieskich, dokładnie tak jak kiedyś wielki astronom Johannes Kepler odczuwamy fascynację genialnymi aranżacjami tego wiecznego, kosmicznego koncertu. Wszystko ma znaczenie w Boskiej ekonomii zbawienia, wszystko dąży do swego celu, którym jest ukazanie swej największej mocy, danej od Boga. Tak i my, stojący na czele stworzenia, powinniśmy zachowywać w pamięci słowa Psalmów i zalecenie św. Pawła, by „śpiewać i wysławiać Pana w naszych sercach” (Ef. 5, 19) razem ze św. Janem Klimakiem „iść wesoło naprzód śpiewając [Jemu]”, zgodnie z sentencją św. Grzegorza Palamasa „Łączyć się z mocami niebiańskimi w nieustannym śpiewie, prowadząc do Boga wszelkie stworzenie”. Kultura nie ma sensu poza działaniem na rzecz powszechnego zbawienia, powszechnej poprawy. Pozbawiona perspektywy eschatologicznej, kultura zamienia się w muzeum kolejnych martwych figur wyzbytych treści i znaczenia, które nie przetrwają krótkiego choćby czasu.
Świat współczesny wrogi jest twórczości. W sposób naturalny kultura przechodzi stopniowo w cywilizację. Według Bierdiajewa „Kultura niesie w sobie zarodki własnej śmierci. Cywilizacja jest śmiercią ducha kultury”. „W każdej kulturze występuje przy końcu jej wysubtelnienie i skomplikowanie, co wiąże się z zanikiem sił twórczych, ubytkiem ducha”. Tym, co liczy się obecnie, stała się „praktyka”, „pragmatyka” i „potęga życia”. A życie zawsze stało w sprzeczności wobec filozofii i każdej wielkiej twórczości. Tam, gdzie pojawia się troska o „życie”, znika poryw twórczy. Dlatego dzisiaj nie rodzą się już geniusze, tacy jak w renesansowych Włoszech czy XIX wiecznych Niemczech. A przecież nie były to wówczas państwa, w których „dobrze się żyło”, Wręcz przeciwnie. Teraz, gdy zaspokojone zostały już niemal wszystkie potrzeby życia, znikła potrzeba prawdziwej twórczości, która zmierza do stania się czymś więcej niż tylko twórczością, zgodnie ze słowami: „Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi” (Kol. 3, 2). Ci nieliczni, którzy „umiłowali przyjście Pana” (2 Tm. 4, 8), którzy oślepli dla tego świata, którzy tworzą na Jego chwałę, a nie swoją, doświadczają tragicznego poczucia alienacji i smutku, gdy widzą, jak ich akt twórczy, po sfinalizowaniu przestaje „wstępować”, poruszać się ruchem wertykalnym, podbijając świat i przekraczając jego ograniczenia, i zaczyna „zstępować” weń, dostosowując się do materialnych warunków, obiektywizując się i zaczynając przynależeć do zbioru przedmiotów. Dla Bierdiajewa, zdającego sobie sprawę z tragedii obiektywizacji aktu twórczego, liczył się sam proces kreacji, bo to wtedy przemawia przez człowieka duch i przywraca mu jego Boską naturę. Twórczość jest duchem, jest życiem ducha w człowieku. Artysta nie może poddawać się rozpaczy, bowiem nadejdzie dzień, „kiedy już to, co zniszczalne, przyodzieje się w niezniszczalność, a to, co śmiertelne, przyodzieje się w nieśmiertelność” (1 Kor. 15, 54). Twórczość jest tym, co „usprawiedliwia człowieka w świecie”, co równie dobrze jak ascetyczne unikanie grzechu prowadzić może do Zbawienia.
W dobie postępującego i nieuniknionego procesu usuwania przez kulturę jej podstaw religijnych, w dobie całkowitego już niemal zapomnienia, że kultura zawsze związana była z kultem, tworząc organiczną całość z innymi dziedzinami wiedzy, kiedy wyciągnięte zostały już ostateczne konsekwencje z oświeceniowego zerwania z religijnymi prawdami, twórca, który dalej starałby się nasycać świat prawdami uniwersalnej etyki, niejednokrotnie przypomina szaleńca, wystawiany jest na drwiny i śmiech. Przecież – jak powiedziałby Heidegger – w epoce, która za rzeczywiste uznaje tylko to, „co szybko przebiega i co można pochwycić rękoma” jego działanie jest postrzegane najczęściej jako „nierealistyczne” i „nieopłacalne”. A jednak chrześcijaństwo, w głębi swej doktryny, nie przestaje nawoływać do aktywnej pracy nad „przybliżaniem Królestwa”, czyli do tworzenia par excellence. Coraz trudniej to czynić w warunkach naszego świata, gdzie powiększa się liczba tych, którzy także w dziedzinie tworzenia kultury wybierają „przestronną drogę i szeroką bramę” (Mt. 7, 13). W tej sytuacji ten, kto czyni odwrotnie, zaiste staje się „szalonym dla Chrystusa” (1 Kor. 4, 10). Wszak to dobrze, bowiem jest to jedyne wyjście. Evdokimov wołał: „Trzeba nam świętych, którzy potrafią wywołać skandal, wyrywający człowieka z „prawomyślnego społeczeństwa”, którzy wcielają „Boże Szaleństwo”. Tylko twórczość przepełniona duchem prawdziwego, palącego ognia, tylko wydany przez furor poeticus zostaną usłyszane w ogłuchłym świecie, wrogim geniuszom, filozofii i prawdziwej Sztuce.
W Ewangelii Chrystus wypowiada słowa, będące często przedmiotem niewłaściwej, płytkiej interpretacji: „Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową. Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest mnie godzien (...) Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je” (Mt. 10, 34-39). Słowa te mówią miedzy innymi o tym, jaka jest powinność człowieka-twórcy w świecie, a jest nią przekraczanie i „skandalizowanie”, przy czym nie chodzi tu w żadnym razie o wąsko pojęte bulwersowanie i transgresję granic moralności. Wręcz przeciwnie. Granice moralne i tak już niemal nie istnieją, już dawno przekroczyła je sztuka i literatura, a historia ujawniła w XX wieku, czym może stać się człowiek i czym przede wszystkim podświadomie czy świadomie pragnie się stać. W tym kontekście przekraczanie i skandalizowanie oznacza raczej brnięcie pod prąd współczesnej kultury, o nasycanie jej z powrotem tym, o czym ona już zapomniała – wartościami prawdy, dobra i piękna, nauką o godności i wartości osoby ludzkiej, o której tak łatwo zapomnieć, jak zresztą o wszystkim, co najważniejsze. Tego przede wszystkim uczy prawosławie i takie jest sedno filozofii twórczości w jego aspekcie.
Jeden z najwybitniejszych rosyjskich słowianofili i myślicieli XIX wieku – Aleksiej Chomiakow, starając się w jednym ze swoich listów określić stosunek chrześcijan prawosławnych do pozostałych wyznań chrześcijańskich, uciekł się do pewnej przypowieści, pewnego porównania: mistrz opuścił swych uczniów na jakiś czas. Podczas jego nieobecności starszy z nich, wykonując swą pracę, nic nie zmienił w nauczaniu swego mistrza, zachował dokładnie wszystkie jego przykazania. Jeden z młodszych braci dodał coś do nauki mistrza, a drugi coś z niej ujął. Gdy mistrz wrócił, nie skrytykował żadnego z uczniów, tylko powiedział do dwóch młodszych: „Podziękujcie swojemu starszemu bratu, gdyby nie on, nie potrafilibyście zachować nauki, jaką wam przekazałem”, do starszego rzekł zaś: „Podziękuj swoim młodszym braciom, bo gdyby nie oni, nie potrafiłbyś mojej nauki zrozumieć”. Prawosławie postrzega siebie jako tego starszego brata. Fide orthodoxa znaczy dokładnie: wiara ”prawdziwa”, „prawowierność”, rozumiana jako dogmatyczne i praktyczne kultywowanie wczesnej tradycji Kościoła. To wiara, której formalna jedność nigdy nie była tak mocno zagrożona, jak jedność Kościoła Zachodniego. Prawosławie nie przeszło rewolucyjnych zmian, jak chrześcijaństwo zachodnie, nie poznało ani średniowiecznych spekulacji scholastycznych, ani reformacji. Pozostało pokorne i ciche, kultywując pamięć o Chrystusowym nauczaniu w Ewangelii oraz o wczesnym Kościele pierwszych Ojców i nauczycieli duchowych. Prawosławie – przypominał Stanisław Kiryłowicz – zachowało minimalną ilość dogmatów ustalonych na pierwszych siedmiu soborach powszechnych oraz przekonanie, że prawdy wiary, zawarte w nauczaniu Chrystusa i apostołów są niezmienne i nie mogą być „udoskonalane” przez człowieka. I tak po dziś dzień nawołuje do powrotu ku wielkim prawdom wiary, do religijnej odnowy życia i twórczości zgodnie z przykazaniami dawnych mędrców. Samo pojęcie „tradycji” utożsamiane jest na Wschodzie nie tylko z tym, co – jak pisał Gieorgij Florowski – rozumiane bywa jako pamięć historyczna, szacunek dla Starożytności i wszystkiego, co kultura już zrodziła, lecz również, a raczej przede wszystkim – ze świętą „tradycją prawdy” i wewnętrznej, mistyczną „pamięcią Kościoła”, ze świadomością „jedności Ducha” i poczuciem związku z pełnią chrześcijańskiej historii i egzystencji.
W wyniki procesu sięgającego korzeniami epoki Oświecenia, religią Europy stała się nauka, a podstawowym pragnieniem pragnienie dalszego jej rozwoju. Ludzkość nieuchronnie dąży do samozniszczenia, bo natura popełniła błąd wyposażając człowieka w rozum, a filozofia zachodnia ów rozum nobilitowała, wyniosła na bluźniercze wręcz wyżyny. Wschód od zawsze nie tyle przeciwstawiał się, co prowadził otwartą walkę z nienasyconymi apetytami rozumu. Podstawową prawdą teologii wschodniej, czyli teologii negatywnej, apofatycznej jest, że droga do Boga w ogóle nie jest drogą poznania Go, lecz zjednoczenia i przebóstwienia jednostki w doświadczeniu sekretnym, przekraczającym zwyczajne rozumienie. Pisma Ojców obfitują w krytykę wszelkich prób rozumowego zbliżenia się do Boga, który dostępny jest tylko w chwale swej Światłości, w czasie głębokiej modlitwy, dla tego, kto „żyje w Nim” (św. Grzegorz Teolog). Jednocześnie wielką nauką Kościoła Wschodniego było, że jedynie malarz potrafi ukazać w sposób pozytywny to, co słowo określi jedynie w sposób negatywny. Jak między innymi zawracał uwagę Jerzy Nowosielski, już w VII wieku na Soborze Trulliańskim Ojcowie Soboru ustalili, że świat pojęć dyskursywnych nie wystarcza do kontemplowania Absolutu, trzeba odwołać się do plastyki. W ten sposób malarstwo na Wschodzie stało się integralną częścią żywej tradycji i nauczania Kościoła, zostając uznane za źródło Objawienia. Pisanie ikony jest więc twórczością sensu stricto, dokonywaną pod bezpośrednim natchnieniem Ducha Świętego, w bezpośrednim kontakcie z Bogiem.
Zachodniej opozycji wiara – rozum Wschód przeciwstawia „wiedzę wynikającą z wiary”. Kultura europejska ramię w ramię poczyna iść z nauką ku celowi, jakim jest „rozwijanie i podpieranie życia”. Egzystencji pojętej w tym najbardziej przyziemnym sensie. Człowiek nie pyta już, jak może się poświęcić dla świata, tylko jak poświecić kolejny kawałek świata dla swoich rozbuchanych potrzeb. Bierdiajew nie myli się mówiąc, że osłabłe zachodnie chrześcijaństwo nie zmienia już życia ludzi, nie czyni już cudów i nie tworzy nowych wartości jak w pierwszych wiekach swego istnienia, nawet ono staje się pragmatycznym środkiem konserwowania „życia”. Kultura zmierza tym samym ku zagładzie, a twórczość człowieka, odnosząc tylko do „nauki”, staje się szyderczą imitacją twórczości. Zachód nieustannie śni swój błogi a niebezpieczny sen o postępie i omnipotentnej nauce, wytrwale odsuwając do podświadomości prawdę, wypowiedzianą głośno przez Lwa Szestowa, że „drzewo poznania jest drzewem śmierci, a drzewo życia nie daje poznania”. Jeśli chodzi o misję zbawienia ludzkości i świata, to rozum i nauka – nie wspierane przynajmniej przez wiarę, dla których byłaby ona światłem, drogowskazem, czymś na kształt etycznej busoli – nie są w stanie jej wykonać, prowadzą w kierunku wręcz odwrotnym. A nie tak łatwo zwyciężyć przecież potworny rozum Raskolnikowa, Kiryłowa, Stawrogina, Iwana Karamazowa. Nie jest łatwo nie ulec ich żelaznej „logice” i „racjonalności” generowanych argumentów. Pozostaje wtedy ostatnie wyjście, wyjście Pierre’a z Wojny i pokoju i Lewina z Anny Kareniny Tołstoja, Soni ze Zbrodni i kary Dostojewskiego i Jeszui z Mistrza i Małgorzaty Michaiła Bułgakowa – rozpaczliwe i niedorzeczne z punktu widzenia każdej filozofii racjonalistycznej: sola fide...
Twórczość pozbawiona fundamentu religijnego wygasa i zamiera. „Prawdziwa twórczość – pisał Evdokimov – wyraża to, co niewypowiedziane, będąc zawsze wyrazem czegoś, objawieniem, obecnością. Inaczej staje się tylko pustą zabawą. Brak melodii w muzyce, ludzkiej postaci w plastyce, zniszczenie granic, nieskończoność ekspresji ukazują straszliwe zawężenie, ograniczenie duszy”. Bierdiajew z kolei, stawiając mocno jak nikt inny temat twórczości, twierdził, że po epokach barbarzyństwa, kultury i cywilizacji nadejdzie czwarta, ostatnia – epoka religijnego przemienienia, kiedy to wyjawiona zostanie ostatecznie tajemnica twórczości, a osiągnięcia jej nie będą już nawet symboliczne, tylko życiowe, bowiem nie można biernie oczekiwać przyjścia Chrystusa, trzeba aktywnie iść ku Niemu. Czy spełni się proroctwo Bierdiajewa, czy może raczej należy spodziewać się dalszego, doprowadzającego wreszcie do ostatecznej katastrofy triumfu techniki, pragmatyki i ekonomii, do których twórczość staje się tylko nieistotnym, wzbudzającym śmiech współczesnego kołtuna dodatkiem? Jedno wydaje się być pewne. Dzisiaj, kiedy daje się zaobserwować wzmożone zainteresowanie (cóż z tego, że jedynie w wąskim gronie intelektualistów) kulturą prawosławnego Wschodu, teologią ikony, kiedy mnożą się publikacje i tłumaczenia wybitnych rosyjskich filozofów i myślicieli minionego wieku, poczyna tworzyć się dobry grunt dla postawienia starego, bo sięgającego jeszcze Piotra Czaadajewa i słowianofilów, pytania: Czego Zachód może nauczyć się od Wschodu? Jeśli chodzi o twórczość, wiecznie odradzający się głos Wschodu kieruje uwagę Europejczyków na słowa: „Fundamentu (...) nikt nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus. I tak jak ktoś na tym fundamencie buduje: ze złota, ze srebra, z drogich kamieni, z drewna, z trawy lub ze słomy, tak też jawne się stanie dzieło każdego: odsłoni je dzień Pański; okaże się bowiem w ogniu, który je wypróbuje, jakie jest. Ten, którego budowla wzniesiona na fundamencie przetrwa, otrzyma zapłatę; ten zaś, którego dzieło spłonie, poniesie szkodę: sam wprawdzie ocaleje, lecz tak jakby przez ogień” (1 Kor. 3, 11-15).

Prace, które miały mniej lub bardziej bezpośredni wpływ na powstanie tego tekstu:


  1. Św. Atanazy z Aleksandrii, O wcieleniu Słowa, przekład, wprowadzenie, przypisy i indeksy.
  2. M. Wojciechowski, Pisma Starochrześcijańskich Pisarzy,t. LXI, Warszawa 1998.
  3. Bierdiajew M., Autobiografia filozoficzna, przeł. H. Paprocki, Kęty 2002.
  4. Bierdiajew M., Okruchy twórczości, wybrał i przełożył Z. Podgórzec, Białystok 1993.
  5. Bierdiajew M., Sens historii. Filozofia losu człowieka, przeł. H. Paprocki, Kęty 2002.
  6. Bierdiajew M., Sens Twórczości. Próba usprawiedliwienia człowieka, przeł. H. Paprocki, Kęty 2001.
  7. St. Diadochos of Photiki, On Spiritual Knowledge, [w:] The Philokalia: The Complete Text, compiled by St. Nicodemus of the Holy Mountain and St. Markarios of Corinth, translated from the Greek and edited by G. E. H. Palmer, P. Sherrard and K. Ware, (volumes 1-4), London/Boston, 1979-95, vol. 1.
  8. Dostojewski F., Bracia Karamazow, t. 1-2, przeł. A. Wat, przejrzał i poprawił Z. Podgórzec, London 1993.
  9. Evdokimov P., Gogol i Dostojewski, czyli zstąpienie do otchłani, przeł. A. Kunka, Bydgoszcz 2002.
  10. Evdokimov P., Prawosławie, przeł. J. Klinger, Warszawa 1964.
  11. Evdokimov P., Szalona miłość Boga, przeł. M. Kowalska, Białystok 2001.
  12. Florovsky G., Revelation and Interpretation, [w:] tegoż: The Collected Works, vol. 1: “Bible, Church and Tradition: An Eastern Orthodox View”, Vaduz 1987.
  13. Florovsky G., Revelation, Philosophy and Theology, [w:] tegoż: The Collected Works, vol. 3: “Creation and Redemption”, Belmont 1975.
  14. Fłorieńskij P., Stołp i utwierżdienije Istiny, Moskwa 1990.
  15. Św. Grzegorz z Nazjanzu, Mowy wybrane, tłum. zbiorowe, Warszawa 1967.
  16. Św. Grzegorz z Nyssy, Wybór pism, przeł. ks. W. Kania, wstęp i opracowanie ks. E. Stanula, Pisma Starochrześcijańskich Pisarzy, t. XIV, Warszawa 1974.
  17. Heidegger M., Wprowadzenie do metafizyki, przeł. R. Marszałek, Warszawa 2000.
  18. Św. Jan Damasceński, Wykład wiary prawdziwej, przeł. B. Wojkowski, Warszawa 1969.
  19. Św. Jan Klimak, Drabina do nieba, [w:] Filokalia, teksty o modlitwie serca, przekład i opracowanie ks. J. Naumowicz, Tyniec 1999.
  20. Klinger J., O istocie prawosławia. Wybór pism, Warszawa 1983.
  21. Kruszelnicki M., Mistrz w księżycowym stroju. Tradycja kulturowo-literacka i symbolika w Mistrzu i Małgorzacie Michaiła Bułhakowa, Toruń 2004.
  22. Łosiew A. F., Żyzn’. Powjesmi, rasskazy, pis’ma, Sankt-Peterburg 1993.
  23. Łosski M., Historia filozofii rosyjskiej, przeł. H. Paprocki, Kęty 2000.
  24. Łosski W., Teologia mistyczna Kościoła Wschodniego, przeł. M. Sczaniecka, Warszawa 1989.
  25. Św. Maksym Wyznawca, Rozdziały o miłości, [w:]Filokalia, teksty o modlitwie serca, przekład i opracowanie ks. J. Naumowicz, Tyniec 1999.
  26. Nowosielski J., Inność prawosławia, Warszawa 1991.
    Paprocki H., Filozof bezgranicznej wolności, (Wstęp) [do:] M. Bierdiajew, Głoszę wolność. Wybór pism, wybrał i przełożył H. Paprocki, Warszawa 1999.
  27. Popper K. R., W Poszukiwaniu lepszego świata. Wykłady i rozprawy z trzydziestu lat, przeł. A. Malinowski, Warszawa 1997.
  28. Symeon the New Theologian, On the Mystical Life: The Ethical Discourses, vol. 2, trans. by A. Golitzin, New York 1996.
  29. Szestow L., Na szalach Hioba. Duchowe wędrówki, przeł. J. Chmielewski, Warszawa 2003.

    — Michał Kruszelnicki

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →

Najnowsze z Polski

wszystkie →