Dziś Niedziela po święcie Podwyższenia Krzyża Pańskiego.
Dziś Niedziela po święcie Podwyższenia Krzyża Pańskiego. W cerkwiach rozbrzmiewa dziś fragment Ewangelii według św. Marka 8,34-9,1. Prezentujemy Państwu refleksje nt. ewangelicznego czytania ks. dra Artura Aleksiejuka, wikariusza punktu duszpasterskiego św. Grzegorza Peradze w Warszawie.
W imię Ojca, i Syna, i Świętego Ducha.
W dniu dzisiejszym przypada niedziela po święcie Podwyższenia Krzyża Pańskiego. W cerkwiach słyszymy dzisiaj fragment z Ewangelii według świętego Marka, w którym dociera do nas wezwanie płynące z ust samego Zbawiciela zachęcające nas do podążenia za Nim i naśladowania Go. „Powiedział Pan: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój i naśladuje Mnie” (Mk 8, 34). O jakim zaprzeczeniu i jakiej stracie tutaj mowa? Jaką drogę ma na myśli Chrystus, gdy mówi o naśladowaniu Go?
Drodzy bracia i siostry! Wezwanie Zbawiciela do zaparcia się samego siebie jest zaproszeniem, aby każdy z nas zechciał odnaleźć w sobie to coś, co stanowi fundament i opokę jego człowieczeństwa. W istocie jest to pytanie o to „Kim jestem?”. W ślad za nim natychmiast pojawiają się kolejne pytania: „Jaki jestem?”, „Co mogę czynić?”, „Co powinienem czynić?”. Każdy z nas doskonale wie, że odpowiedzi na powyższe pytania nie są bez znaczenia. Odzwierciedlają one bowiem całe spektrum naszego doświadczenia i mają wpływ na nasze życie. Innymi słowy określają i definiują nas one jako osobę.
Według Pisma Świętego i nauki Cerkwi fundamentem, na którym zbudowana jest cała nasza osoba, jest obraz Boży. Człowiek jest więc tym bardziej sobą, im ów obraz jest w nim jaśniejszy, bardziej wyraźny. Innymi słowy, im bardziej człowiek staje się Boży, tym bardziej jest sobą. Każdy z nas jest więc niepowtarzalnym ludzkim indywiduum, złożonym z duszy i ciała, dysponującym wolną wolą i ponoszącym indywidualną odpowiedzialność za swoje czyny. Mocą obrazu, według którego został stworzony, każdy z nas jest powołany do jedności z Bogiem. W nim wszelkie zdolności człowieka, przypadające mu z natury, zostają rozwinięte i zyskują trwałość. Zaopatrzony w nie człowiek potrafi współpracować z Boskimi energiami w dziele przemiany świata i ukazywania prawdziwego sensu stworzenia. W dzisiejszej ewangelii Chrystus zachęca nas właśnie do tego, abyśmy zechcieli dokonać wglądu w istotę naszego człowieczeństwa. Dlatego zaprasza każdego z nas, aby poszedł za Nim, aby w Jego Boskim człowieczeństwie zobaczył obraz swojego człowieczeństwa, którego celem jest stać się boskim, a w Jego obliczu zobaczył swoją własną ikonę.
Skorzystanie z zaproszenia Zbawiciela wiąże się jednak z pewnym ryzykiem. I Chrystus przed nami tego nie ukrywa. Natychmiast po łagodnym wezwaniu „Pójdź za Mną” słyszymy Jego niepokojące słowa mówiące o stracie i konieczności wyrzeczenia się samego siebie. Pojawia się dręczące pytania, jak w ogóle jest to możliwe. W jaki sposób „JA” mogę przestać być „JA”? Kim będę wówczas? Czy Chrystusowi chodzi o to, abym przestał być SOBĄ? Czy chodzi mu o to, abym przestał BYĆ?
Rzeczywiście, jak niewiarygodnie i fantastycznie to brzmi, Chrystusowi właśnie o to chodzi. Syn Boży namawia nas, abyśmy przestali istnieć na obraz i podobieństwo tego świata, lecz powrócili do życia na obraz i podobieństwo Chrystusa. Zbawiciel stara się nas skłonić do tego, abyśmy zechcieli wyjść z dusznego cienia grzeszności, opuścić dom starannie budowanych przez lata naszego życia iluzji, porzucić zwodnicze omamy wykrzywiające Bożą prawdę i odetchnąć pełną piersią wolności w Chrystusie. On pragnie dla nas tego, abyśmy zaczęli żyć, a nie tylko funkcjonować, abyśmy zaczęli miłować, a nie tolerować, abyśmy podążali drogą pewną, a nie błądzili. W istocie chodzi o to, abyśmy osiągnęli stan, o którym święty Paweł pisał: „Teraz już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego” (Ga 2, 20).
Bez wątpienia postawienie pytań „Kim jestem?” i „Jaki jestem?” oraz uczciwe poszukiwanie na nie odpowiedzi należy uznać za akt odwagi, który wiąże się z dużym ryzykiem. Dość łatwo przewidzieć, co może się stać, jeśli odpowiedzi, które uzyskamy, będą skrajnie różne od naszych oczekiwań, sprzeczne z naszą wizją samych siebie i świata, który nas otacza? Czy będzie nas stać na zmianę sposobu myślenia i przewartościowanie naszego życia, gdy zostanie nam objawiona prawda, której dotychczas nie dostrzegaliśmy lub nie chcieliśmy dostrzec? Jakimi słowami odpowiemy Chrystusowi? Czy przyjmiemy ból i niewygodę niesienia tego krzyża, który tak czy owak, czy tego chcemy, czy nie chcemy, i tak leży na naszych barkach? Czy zaprzestaniemy wreszcie kalkulacji, sporządzania rachunków korzyści i strat, gdzie i kiedy nam się opłaci zaangażować, a więc nieść swój krzyż? Czy zdobędziemy się na zmianę celów i priorytetów, które dotąd określały nasze życie, wyznaczały ścieżkę naszego rozwoju? Czy stać jest na takie ryzyko?
Te i podobne pytania stale brzmią w naszych głowach. Nigdy nie będziemy w stanie ich zagłuszyć, gdyż w ten sposób daje nam znać o sobie nasze sumienie, nasze człowieczeństwo. Wiedzmy jednak, że z Jezusem Chrystusem nie tracimy, lecz zyskujemy. Tak samo jest z miłością. Im więcej jej dajemy, tym więcej otrzymujemy. A przecież Bóg jest Miłością. My, którzy żyjemy mocą daru łaski jego obrazu i podobieństwa, które w każdym z nas zostało złożone, zyskujemy siebie samych. Czynimy to dla nas samych, dla innych ludzi i całego stworzenia, aby prowadzić wszystko ku Bogu. Jemu niech będzie chwała na wieki wieków. Amen.
— ks. Artur Aleksiejuk
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.