śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 6 października 2014

Morawska pielgrzymka kędzierzyńskich parafian

Pięknym słonecznym, ciepłym popołudniem w piątek 19 września 2014 r.

0 czytelników poleca

Pięknym słonecznym, ciepłym popołudniem w piątek 19 września 2014 r. grupa parafian kędzierzyńskiej parafii wraz ze swoim proboszczem o. mitratem Stanisławem Strachem, razem 11 osób, zaraz po molebnie wyruszyła spod parafialnej cerkwi na Morawy do Czech. Celem pielgrzymki było odwiedzenie żeńskiego monasteru Zaśnięcia Przenajświętszej Bogurodzicy w Vilemovie, prawosławnego soboru św. Garazda w Ołomuńcu oraz cerkwi parafialnej Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy w Ostrawie.

Do monasteru pielgrzymka dotarła przed samą wieczernią. Przed pielgrzymami ukazał się piękny nowoczesny kompleks klasztorny otaczający z trzech stron byłą parafialną cerkiew, wybudowaną jeszcze przed drugą wojną światową. U wrót monasterskiego murowanego ogrodzenia powitała ich Matuszka ihumenija Ecaterina. Wieczernię odsłużył proboszcz kędzierzyńskiej parafii, śpiewały natomiast siostry z monasteru. Podczas nabożeństwa z modlitwami kapłana wygłaszanymi w języku cerkiewnosłowiańskim splatały się śpiewy po czesku i rumuńsku. Po wieczerni, w czasie kolacji Matuszka ihumenija opowiedziała o bardzo krótkiej historii stosunkowo niedawno erygowanego monasteru. O tym, że aktualnie zamieszkują go jedynie cztery mniszki przybyłe na ziemię morawską z Rumunii, że są wszystkie młode i pełne ogromnej energii do pracy, której w monasterze nie brakuje.

Czeszek tam nie ma, zapewne dlatego, że ideały monastycyzmu są im zupełnie obce. Taki stan jest konsekwencją długich lat komunizmu, będącego oficjalną ideologią ustroju Czechosłowacji. Ta oto ideologia odcisnęła niewątpliwie negatywne piętno na czeskiej mentalności, a także, co jeszcze gorsze, jest to konsekwencją samo ateizacji narodu. Była wprawdzie jedna, jak mówiła matka Ecaterina, lecz pracując z dziećmi, zapragnęła zrealizować się jako matka i odeszła z klasztoru.

Korpus monasterski, to oprócz części przeznaczonej sensu stricte na potrzeby klasztoru: cel mniszek, refektarza, kuchni, pracowni pisania ikon oraz oczywiście domowej cerkwi zimowej. Duży nowoczesny kompleks pielgrzymkowo-wypoczynkowy, dokąd przyjeżdżają nie tylko pielgrzymki, lecz także wczasowicze nie związani zupełnie z Cerkwią i prawosławiem. Nierzadko z małymi dziećmi, dla których za budynkiem monasteru jest urządzony plac zabaw. Cele mniszek jak i pokoje gościnne są raczej powierzchniowo nieduże, lecz wyposażone w nowoczesne łazienki. Wewnątrz i na zewnątrz budynku monasterskiego, jak i samej świątyni panuje idealna czystość i nieskazitelny porządek, wszędzie na zewnątrz kwiaty i równo przystrzyżone trawniki. Siostry mają też ogród z ekologicznymi warzywami i sad z ekologicznymi jabłkami. Sama Matuszka Ecaterina, jak i pozostałe mniszki zajmują się pisaniem ikon. Ikony zdobiące ikonostas monasterskiej cerkwi są ich autorstwa.

Proboszcz kędzierzyńskiej parafii wraz ze starostą parafii Włodzimierzem Jaroszuk zamówili brakujące ikony do parafialnej cerkwi. Mają być wykonane do maja przyszłego roku. Oglądając to wszystko, aż trudno uwierzyć, iż cztery młode mniszki mają tyle siły, by podołać tak wielu obowiązkom. Tam działa niewątpliwie moc Boża, umacniająca mieszkanki monasteru. Ale prawdziwą ciekawostką dla pielgrzymów było to, że kapelanem klasztoru jest Polak, rodem z Torunia, który pracując na Ukrainie w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia, ochrzcił się tam w prawosławnej Cerkwi, a po ukończeniu prawosławnego fakultetu na Słowacji został wyświęcony w Prawosławnej Cerkwi Ziem Czeskich i Słowackich na diakona i kapłana. O. Arkadiusz na drugi dzień wyspowiadał większość pielgrzymów, którzy przystąpili do św. Pricziastija podczas Liturgii sprawowanej przez kędzierzyńskiego proboszcza.

Po śniadaniu oraz bardzo ciepłym pożegnaniu pielgrzymi z Polski wyruszyli w dalszą drogę, pragnąć jednakże jeszcze do monasteru powrócić. Po pół godzinie byli już w Ołomuńcu, przy katedrze biskupiej przywitał ich jej proboszcz o. Prot. Peter Nowak, wspaniały człowiek, posiadający dar zjednywania sobie ludzi. Rdzenny Czech, syn Czeszki wołyńskiej, która w ateistycznym państwie wychowała wszystkie swoje dzieci w miłości do św. prawosławia. Skąd Czesi na Wołyniu? Otóż w XIX w. car rosyjski potrzebował tam rąk do pracy na roli. W monarchii Habsburgów w owym czasie ekonomicznie było dość ciężko i nie wszystkim Czechom żyło się dostatnio. Rząd rosyjski zaproponował chętnym do osiedlenia się Czechom na Wołyniu bardzo korzystne warunki ekonomiczne. Tysiące skorzystało z tego dobrodziejstwa i opuściło cesarstwo austro-węgierskie, w składzie którego znajdowały się ziemie czeskie i słowackie. Większość z nich poznawszy wiarę autochtonów, pokochało prawosławie, przyjęło je i ochrzciło oraz wychowało w nim swoje dzieci i wnuki. Po pierwszej i po drugiej wojnie światowej wielu z tych Czechów powróciło do ojczyzny.

Już po kilkunastu minutach obcowania z o. Piotrem pielgrzymi poczuli się jak u siebie w domu, a kiedy rozstawali się z duchownym, to odnosili wrażenie, iż żegnają się z kimś bardzo bliskim, z kim znają się już od bardzo dawna. O. Piotr bardzo ciekawie opowiedział pielgrzymom o historii prawosławia na ziemiach czeskich, nakreślił też historię budowy soboru w Ołomuńcu. Jest to piękna świątynia w stylu rosyjskich cerkwi p/w św. Gorazda, ucznia św. św. oświecicieli Słowian, Cyryla i Metodego. Została poświęcona w 1939 r. przez władyków Dosifieja i drugiego Gorazda, przyszłego sw. Męczennika, którego zamordowali w 1942 r. niemieccy faszyści w ramach represji za udany zamach na zastępcę „Protektora Czech i Moraw” Heydricha – oprawcę Czechów. Z o. Piotrem pielgrzymi udali się na cmentarz wojskowy z okresu pierwszej wojny światowej, gdzie pochowanych jest ok. 18 tys. Żołnierzy z armii rosyjskiej, serbskiej, rumuńskiej i austro-węgierskiej: prawosławnych, rzymokatolików, grekokatolików, bośniackich muzułmanów, a także wyznania mojżeszowego. Widok tej niemałej nekropolii wywarł na nich przygnębiające wrażenie. Wszystkie krzyże na żołnierskich mogiłach, które były metalowe zostały spiłowane i oddane na złom. Ten straszny proceder Czesi rozpoczęli w schyłkowym okresie komunizmu panującego w ich państwie, a zakończyli już po przemianach demokratycznych. Nie oszczędzono nawet drobnych elementów metalowych na betonowych nagrobkach muzułmańskich. Odarto je! Świeczki i krzyż procesyjny pielgrzymi przywieźli ze sobą z soboru, tak żeby mogli się pomodlić przed jakimś krzyżem. Proboszcz kędzierzyńskiej parafii odprawił przed nim zaupokojną litiję. Kiedy ustawiono go wśród ruin jakiegoś wojskowego pomnika, po którym pozostała tylko kupa gruzu.

Z cmentarza pielgrzymka udała się niemal do serca miasta, do parku im. Bezrucza znajdującego się tuż przy Ołomuckiej starówce. Na jego terenie znajduje się mauzoleum żołnierzy serbskich, podobnie jak cmentarz, z czasów pierwszej wojny światowej. Zostało ono wzniesione w latach dwudziestych ubiegłego stulecia. Mauzoleum z katakumbami, w których pochowano żołnierzy serbskich zostało poświęcone w 1926 r. przez wspomnianego wyżej biskupa Garazda. Po pierwszej wojnie światowej narody czeski i serbski łączyła autentyczna gorąca przyjaźń oparta na wspólnych ideałach słowiańskiego patriotyzmu, który przejawiał się już w czasie samej wojny, kiedy całe pułki austro – węgierskie złożone z Czechów przechodziły na stronę rosyjskiej armii cerskiej. Tak było do czasów drugiej wojny światowej, lecz dziś... Widok mauzoleum, jaki ukazał się oczom pielgrzymów, był nie tyle przygnębiający, co przerażający. Cały kompleks został zdewastowany i w okrutny nieludzki sposób zbezczeszczony. Wszędzie ba ścianach napisy i nieprzyzwoite rysunki uczynione różnokolorowymi sprajami. W czasowni nie oszczędzono nawet fresków zdobiących jej wnętrze. Gdzieś pośród napisów i „malowideł” dokonanych przez wandali przebija się jeszcze już słabo widoczny fresk z postaciami św. św. Braci Cyryla i Metodego. U podnuża czasowni, w gęstych krzakach przykrywających wejścia do katakumby, gdzie spoczywają prochy Serbów, urządzono sobie szalet. Pod sklepieniem portyku czasowni spotkaliśmy dwóch leżących na śpiworach bezdomnych, w okresach ciepłej pogody mauzoleum staje się ich miejscem zamieszkania i, jak się wydaje, nie sprawia na nich to zupełnie wrażenia, iż pod nimi są pochowani ludzie. W części szczytowej partyku, już z daleka można dojrzeć napis, który ongiś umieścili Czesi „Wierność za wierność i miłość za miłość” Dziś, wobec tego, jak postępuje się z tym świętym miejscem, brzmi on raczej jak straszne szyderstwo. Przed drzwiami prowadzącymi do wnętrza czasowni, teraz zamkniętymi, lecz pozbawionymi szyb w okienkach przy krzyżu z soboru odprawił zaupokojną litiję o. Peter. Panowie bezdomni, grzecznie na ten czas opuścili swoje legowisko, czyniąc miejsce potrzebne do modlitwy pielgrzymom. Po obejrzeniu jeszcze Rynku i częściowo Starówki Ołomuckiej pielgrzymi udali się do Ostravy.

Kiedy byli już przed maleńką ostravską cerkiewką p/w Narodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy, zjawił się miejscowy proboszcz i zarazem dziekan okręgu ostravsko – opavskiego ks. prot. Nikoly Popov. Bułgar osiadły po studiach w Czechach, gdzie ożenił się. W swojej parafii początkowo był świeckim aktywistą, następnie diakonem, a po kilku latach został wyświęcony na prezbitera. Z zwenątrz cerkiewka jest bardzo skromna, lecz jej wnętrze wprost „aż kipi” od świętości. Albowiem kryje ona w sobie 171 relikwii, w tym krzyża Pańskiego. Ponadto jest w niej kilka wydzielających św. olejek (miro) papierowych ikon. W obecności pielgrzymów toczyła miro kopia papierowa (fotografia) ikony Bogurodzicy Wsiecaricy, kropeliki mira można było zauważyć na ikonie pod szkłem, a takoże połacie mira na szkle. Nad „królewskimi wrotami” widnieje ikona „Nierukotworiennaho Spasa”- Zbawiciel ma oczy zamknięte, lecz jak opowiada o. Nikołaj, w momentach ważnych historii Chrystus oczy otwiera, co widzą zebrani na modlitwę w cerkwi. Ostatnio Pan otworzył oczy przed wydarzeniami na Ukrainie. Pielgrzymi przyłożyli się do świętości, a o 18.00 rozpoczęło się „całonocne czuwanie”, koncelebrowali je gospodarz parafii i proboszcz z Kędzierzyna Koźla. Następnie pilgrzymi pełni sił duchowych, choć nieco fizycznie zmęczeni powrócili już późną nocą do domu.

Zdjęcia: Włodzimierz Jaroszuk

— ks. mitrat Stanisław (Eustachy) Strach

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Najnowsza publicystyka

wszystkie →

Najnowsze aktualności

wszystkie →