Znajdujemy się obecnie w okresie postu filipowego, przygotowującego nas do święta Bożego Narodzenia.
Znajdujemy się obecnie w okresie postu filipowego, przygotowującego nas do święta Bożego Narodzenia. To dobry czas na refleksje na temat życia duchowego. Dziś prezentujemy Państwu rozmowę z biskupem obuchowskim Jonaszem – wikariuszem diecezji kijowskiej, namiestnikiem Monasteru Jonińskiego w Kijowie i przewodniczącym wydziału ds. młodzieży Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego. Z hierarchą rozmawiała Julia Kominko z portalu pravmir.ru.
Ekscelencjo! Wielki Post kardynalnie zmienia życie chrześcijanina już od pierwszych dni – szczególne nabożeństwa, srogie ograniczenia w pokarmie. Post bożonarodzeniowy jest tak samo długi, ale nie tak bardzo surowy. Jak przebiega on w warunkach klasztoru? W czym jest dla Ekscelencji szczególny?
Monaster, jeśli można tak powiedzieć, jest wygodny, dlatego że tu nie trzeba myśleć, kiedy jest dzień postny, a kiedy nie. Osoba świecka musi każdego dnia zastanawiać się: „Tak, dziś środa albo piątek – nie będę jeść mięsa lub nabiału...”. A w monasterze wszystko jest zaadaptowane dla potrzeb mnichów. Jest „mnich-kelar”, który odpowiada za posiłki, i to on pilnuje, by w postne dni podawany był postny pokarm. Dlatego też po prostu przychodzisz i jesz to, co zostało przygotowane. Z punktu widzenia kulinarnego, post bożonarodzeniowy zaczyna się w klasztorze niezauważalnie – ze stołu znikają niektóre produkty i tyle.
W ogóle każdy post to w pierwszej kolejności czas duchowego przygotowania do pewnego wielkiego wydarzenia w życiu Cerkwi – do takich wielkich świąt jak Pascha, Boże Narodzenie, Zaśnięcie czy dzień pamięci świętych apostołów Piotra i Pawła. I najbardziej właściwe jest rozpatrywanie postów właśnie w takim kontekście. A u nas (na Ukrainie – przyp. tłum.), niestety, jeśli wpiszemy w wyszukiwarce słowa „post bożonarodzeniowy”, to znaczna większość znalezionych tekstów będzie przepisami kulinarnymi albo rozmyślaniami, co można przygotowywać w poście, a czego nie wolno.
W poście bożonarodzeniowym najbardziej podobają mi się jego ostatnie dni – kiedy w cerkwi śpiewane są przedświąteczne bożonarodzeniowe trójpieśńce (specjalne kanony złożone z trzech pieśni – przyp. tłum.). Są one bardzo piękne, podniosłe i nastrajające nas do niecierpliwego oczekiwania zbliżającego się święta. Dlatego radzę wszystkim – jeśli będzie taka możliwość, uczestniczcie w tych nabożeństwach, na których odprawiane jest powieczerze z czytaniem bożonarodzeniowych trójpieśńców.
Jeśli rozpatrujemy post w duchowym kontekście – tak jak powiedział Ekscelencja – to jak poznać, czy robimy wszystko jak potrzeba, czy pościmy prawidłowo?
Wie Pani, to będzie najtragiczniejszy moment w naszym życiu – kiedy uznamy, że pościmy prawidłowo lub w ogóle, że robimy cokolwiek w odniesieniu duchowym prawidłowo.
Trzeba mieć do siebie i do swoich duchowych czynów bardzo krytyczny stosunek, dlatego że jeśli nastąpi jakieś samozadowolenie – „w końcu zrobiłem to, co trzeba było zrobić” – to niszczy ono wszelką możliwość dalszego duchowego rozwoju.
Musimy zrozumieć, że wypełnienie wszystkich ustanowionych reguł swoimi siłami jest niemożliwe. Apostoł Paweł wzywa nas – „Bądźcie naśladowcami moimi, tak jak ja jestem naśladowcą Chrystusa” (1 Kor 11,1). Do tego niezbędne jest dążenie przez całe życie. A jeśli przebywamy w samozadowoleniu i świadomości, że wszystko robimy prawidłowo, to powinno to, co najmniej, wzmóc naszą czujność.
Jaki powinien być stan duszy podczas postu?
W Psałterzu czytamy: „Ofiarą Bogu jest duch skruszony”. Post to w pierwszej kolejności skruszenie duszy, pokorne zrozumienie siebie, zrozumienie, że bez Chrystusa nie możemy nawet choć trochę podnieść się ponad ziemię. Dlatego przez post powinniśmy dążyć do stanu skruchy – do stanu płaczu za nasze grzechy.
Nie tylko Wielki Post jest czasem kajania się, szczególnego odnoszenia się do swojego duchowego życia. Właściwie każdy post wzywa nas do maksymalnej koncentracji nad godnym przygotowaniem do spotkania wielkiego święta.
Często mówi się, że w poście powinniśmy postawić sobie za zadanie uwolnić się od jakiejś – choćby maleńkiej – namiętności czy grzesznych przejawów i pracować nad tym. A co, jeśli się to nie udaje? Jeśli takie namiętności, jak gniew czy lenistwo, nie odstępują, nie słabną – jak w takim przypadku nie rozpaczać?
Rzeczywiście, wielu doświadczonych duchownych radzi, by na czas postu nie brać się od razu za czynienie wszystkich dobrych uczynków, za walkę z wszystkimi grzechami – dlatego że jeśli będziemy gonić dwa zające, to żadnego nie złapiemy. Warto skoncentrować się na tej namiętności, która najbardziej ze wszystkich przeszkadza nam żyć w Chrystusie.
I nie warto przejmować się, jeśli nie uda się w dziesięciu na dziesięć sytuacji powstrzymać od gniewu, osądzenia, próżnej gadaniny, obmawiania lub innych grzechów. Jeśli nauczymy się chociaż w jednym na dziesięć przypadków „hamować”, zdążyć „odstąpić od zła i czynić dobro”, tak jak napisane jest w Psałterzu, to będzie to już krok naprzód, krok ku Chrystusowi, krok po stopniu, który prowadzi do Nieba. Najpierw raz uda się powstrzymać od grzechu, a potem już dwa razy...
Konieczne jest, by przy tym obowiązkowo wzywać pomocy Łaski Bożej. Tylko dzięki Łasce Bożej możemy stać się lepszymi, zmienić się, zbliżyć do naszego Boga.
W każdym przypadku trzeba się trudzić. Mówi się, że pokona drogę ten, kto nią idzie, a jeśli nie będziemy iść w ogóle, wtedy w żaden sposób nie zbliżymy się do Boga.
Odnośnie do internetu i sieci społecznościowych – Ekscelencja niejednokrotnie dawał rady odnośnie do niezbędności przestrzegania, nazwijmy to „media-postu”. W obecnych czasach w portalach społecznościowych prowadzone są nie tylko dyskusje i spory, ale również prawdziwe bitwy, także między ludźmi, którzy byli kiedyś przyjaciółmi...
Znowu i znowu wzywam i przypominam: bardzo ważne jest nauczenie się kontrolowania swoich organów wzroku i słuchu, przez które otrzymujemy główną część grzesznych informacji. To ona rodzi w człowieku niepokój, gniew, osądzenie i inne absolutnie niechrześcijańskie, można powiedzieć, szatańskie uczucia.
Trzeba pamiętać, że jesteśmy pośród prawdziwej informacyjnej wojny. Środki masowego przekazu starannie odpracowują lokowane w nich środki dla rozniecania niepokoju w tych ludziach, którzy im wierzą. Uważam za niezbędne, a nawet obowiązkowe dla każdego chrześcijanina – na tyle, na ile to możliwe – wstrzymywanie się od oglądania telewizji, od czytania wiadomości w internecie, a tym bardziej dyskusji w sieciach społecznościowych.
Każdy człowiek już dawno się określił, z kim jest i po której stronie. Każdy ma swoją pozycję, której żadnymi dowodami i argumentami zachwiać się nie da. Próbując komuś udowodnić swój punkt widzenia – i nie tylko udowodnić, a często narzucić – po pierwsze, tracimy swój czas; po drugie, tracimy czas naszego współrozmówcy; a po trzecie, co najstraszniejsze, wprowadzamy się wzajemnie w stan niepokoju i gniewu, zupełnie niczego przy tym nie osiągając...
Myślę, że każdy z nas spotykał się z podobnymi sytuacjami: kiedy trwa burzliwa dyskusja, strony próbują dowieść coś sobie nawzajem, ale w rezultacie rozchodzą się, pozostawszy na swoich pozycjach. Po co więc mówić na próżno i tracić czas, a najważniejsze – mnożyć nienawiść i gniew? Jeśli uważacie, że wasz oponent błądzi, lepiej pomódlcie się za niego!
O takich ważnych rzeczach, jak modlitwa za bliźniego, zapomnieliśmy. A przecież znamy z Ewangelii cudowne słowa Chrystusa: Jeśli modlimy się za tych, którzy nam czynią dobrze, to niczego dobrego nie robimy. Tak przecież postępują i poganie. Naszym zadaniem i naszym obowiązkiem jest modlitwa za tych, którzy są nam nieprzyjaźni i szczególnie – są naszymi oponentami. Trzeba również modlić się za konkretnych ludzi, naszych znajomych, ale i o tych, którzy stoją po przeciwnej stronie. Przecież tam znajdują się tacy jak my, prawosławni chrześcijanie, którzy także starają się żyć w Chrystusie, próbują w miarę możliwości iść do Boga. Szczególny tragizm sytuacji zawiera się w tym, że istnieje konflikt między prawosławnymi ludźmi.
Jeśli chodzi o oglądanie telewizji, to wydaje mi się, że trzeba trzeźwo zrozumieć sytuację. Próbujemy tak głęboko przeniknąć problemy polityki, zanurzyć się w jej zawiłości, że bardziej wygląda to na manię napoleonizmu i dochodzi do skrajnego stopnia próżności. Po co śledzić wiadomości non stop, czytać co godzinę, co minutę odświeżające się paski informacyjne? Jeśli podejmowalibyśmy jakieś decyzje, i bylibyśmy zmuszeni posiadać informacje, wtedy byłoby to usprawiedliwione.
Jeśli jednak kierowca, gospodyni domowa lub – nie daj Boże – kapłan dąży, by być na bieżąco ze wszystkim, znać ostatnie komentarze analityków, współzależności sił na linii frontu, wiedzieć, kto i gdzie z jakim oświadczeniem wystąpił, to jest to – co raz jeszcze powtórzę – pewien napoleonizm. Nie podejmujecie żadnych decyzji, wasze poglądy więc nikogo z tego powodu nie interesują i nie są nikomu potrzebne. Po co zanurzacie się w ten potok, w ten wał, w cały „wodospad Niagara” informacji? Czyżbyście przeczytali już wszystkie duchowe książki? Czy pomodliliście się za wszystkich, którzy cierpią, za naszą ojczyznę, za nasz naród, za naszych ludzi? Niestety, nie... Z reguły wszystko robimy ze szkodą dla modlitwy – tej czynności, którą chrześcijanin może rzeczywiście pomóc ludziom, swoim bliskim.
Ażeby pomóc ludziom modlitwą, nie musimy w ogóle wiedzieć, co się stało w ciągu ostatniej godziny. I tak rozumiemy, że wszędzie jest źle, wszystkim ciężko, że ludzie cierpią, umierają i nie wiadomo, kiedy to wszystko się skończy. I tego rozumienia starczy, by nasz wolny czas poświęcić na modlitwę, albo – co też jest bardzo ważne – na dobre uczynki. (...)
Jeśli więc mówimy o używaniu internetu w poście, to czas należy spędzić nie przeskakując ze strony na stronę w poszukiwaniu gorącej informacji, a poszukując tego człowieka, dla którego możemy stać się ewangelicznym samarytaninem.
Na to rzeczywiście trzeba tracić czas. Odstąpić od zła – od złej informacji, grzesznych spraw i uczynić dobro, pomodlić się za nasz naród, nasz kraj i okazać miłosierdzie potrzebującym.
Co Ekscelencja poradziłby tym, którzy po raz pierwszy zaczynają pościć albo myślą jeszcze, po co im to jest potrzebne?
Tym, którzy zamierzają pościć, chciałbym dać radę: wyznaczcie dla siebie jakie zadanie, jaki cel przed sobą stawiacie. Post to środek wstrzemięźliwości od grzechu. Co do kwestii kulinarnych, to – kiedy człowiek jest syty, lub idąc jeszcze dalej – przesycony – w jego głowie pojawia się masa grzesznych myśli i pomysłów. To ascetyczna reguła – człowiekowi nasyconemu i przyzwyczajonemu do przesytu ciężej walczyć z namiętnościami.
Musimy pamiętać, że post to także czas duchowego przygotowania do święta. W tym przypadku post, jako przygotowanie do Bożego Narodzenia, to ten prezent, który możemy przynieść do żłóbka naszego Zbawiciela. Nie możemy przynieść Mu mirry, złota, kadzidła, pójść do Niego z karawaną, jak szli magowie do nowo narodzonego Chrystusa. Ale możemy przynieść przyjemny Bogu-Dziecięciu dar – dar wstrzemięźliwości od grzechu, dobry uczynek. To jest to, co kocha Chrystus, to, co może Go uradować. I właśnie dlatego pościmy.
Czy to prawda, że poszczenie stało się modne? Jak Ekscelencja uważa – czy można, zacząwszy pościć „dla towarzystwa”, dojść w rezultacie do prawidłowego pojmowania i wypełniania postu?
Mieszkam w monasterze, stąd też trudno mi powiedzieć, jakie tendencje istnieją w świecie. Ale sądząc po tym, że praktycznie w każdym obiekcie gastronomicznym jest postne menu, możliwe, że post stał się dość popularny. Ale popularny, przede wszystkim, jako wstrzemięźliwość od pewnych określonych rodzajów produktów.
Nie uważam, że to źle. Jeśli człowiek zechce pościć, to na pewno zacznie szukać w internecie odpowiednich informacji, jak to najlepiej robić. Wpisze w oknie wyszukiwarki np. „post bożonarodzeniowy” i pośród innych linków zobaczy nasz wywiad o poście i przeczyta, że w poście najważniejsza nie jest wstrzemięźliwość w jedzeniu, ale wstrzemięźliwość w grzechu i czynienie dobrych rzeczy. I myślę, że te słowa poruszą jego serca i post, rozpoczęty jako dieta, przekształci się w prawdziwy duchowy trud.
Za: pravmir.com
Tłumaczenie: Paweł Karczewski
— Paweł Karczewski
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.