śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Publicystyka 17 sierpnia 2015

Szli z podniesionym czołem - ciąg dalszy wspomnień z I Pieszej Pielgrzymki z Białegostoku na Św. Górę Grabarkę

Uczestników pierwszej, nieoficjalnej pielgrzymki spotkałam podczas realizacji programu telewizyjnego.

0 czytelników poleca

Uczestników pierwszej, nieoficjalnej pielgrzymki spotkałam podczas realizacji programu telewizyjnego. Mogłam wykorzystać tylko część ich wypowiedzi, dlatego zdecydowałam się na ich spisanie i opublikowanie w tej formie. Minęło trzydzieści lat, może poszczególne elementy w tych wspomnieniach się różnią, ale każdy z nich tamte chwile przeżywał inaczej. Ale to, co porusza w ich słowach, to siła i determinacja w pokazaniu swojej wiary w tamtych niełatwych czasach.

Ks. mitrat Mikołaj Ostapczuk, opiekun duchowy Bractwa Młodzieży Prawosławnej w Polsce, w 1986 roku proboszcz parafii w Zabłudowie, skąd wyruszała pielgrzymka na Św. Górę Grabarkę.

Pielgrzymowanie nie było czymś obcym w naszej tradycji. Ja pochodzę z miejscowości, z której ludzie zawsze pielgrzymowali do świętych miejsc takich jak Stary Kornin czy Św. Góra Grabarka, silniejsi chodzili nawet pieszo do Poczajowa. Ale to były pielgrzymki jedno lub kilkuosobowe, niezorganizowane. My słyszeliśmy już o zorganizowanych pielgrzymkach w Kościele rzymskokatolickim do Częstochowy. Więc bardzo się ucieszyłem, że taka inicjatywa zorganizowania pieszej pielgrzymki na Św. Gorę Grabarkę zrodziła się w Cerkwi prawosławnej. Czasy były bardzo dziwne. Tak pojedynczo to można było sobie pielgrzymować. Ale na grupową pielgrzymkę trzeba było mieć pozwolenie władz. Przyszli do mnie młodzi ludzie z Bractwa i powiedzieli, że chcą zorganizować pielgrzymkę, ale nie dostali pozwolenia władz. Dlatego chcą wyruszyć z Zabłudowa. Nie miałem żadnych obaw, za to radość była ogromna. Żałowałem tylko, ze nie mogę w tej pielgrzymce pójść. Poszli w tej pielgrzymce dzielni, młodzi ludzie, tacy, którzy już działali przy Cerkwi. To byli przeważnie studenci. Kilka osób ze szkół średnich. Jestem do dziś pełen uznania dla nich. To byli młodzi ludzie, którzy dopiero wchodzili w życie zawodowe. A tu mogli swoją jedną decyzją o udziale w pielgrzymce przekreślić sobie przyszłość. Pamiętam ten dzień. Uczestnicy pielgrzymki zebrali się w cerkwi, odsłużyliśmy molebien i wyruszyli bocznymi drogami w stronę Bielska Podlaskiego. Mam te obrazy ciągle przed oczami, bo to był niezwykły moment.

Wcześniej byłem na parafii w Elblągu i tam często miałem kontakt ze służbami bezpieczeństwa, które odwiedzały mnie zawsze po wizycie biskupa. Więc nie zdziwiłem się, gdy następnego dnia po wyjściu pielgrzymki zapukali do mnie nieznajomi ludzie. Od razu domyśliłem się, ze to tzw. „tajniacy” z SB. Zaczęli mnie przepytywać, dlaczego pomogłem pielgrzymom, przecież oni szli nielegalnie, bez zgody władz. Więc odpowiedziałem im, że ja nie mogłem im zabronić wejścia do cerkwi i modlitwy. Obowiązkiem kapłana jest przecież pomóc potrzebującemu i udostępnić świątynię. A oni nie robią nic złego. Przeciwnie – starają się być lepszymi ludźmi. Przez taką wędrówkę się uświęcają. Odjechali. Pielgrzymka poruszyła ludzi. Wtedy nie myślałem, że za kilka lat w pielgrzymce będzie uczestniczyło 2000 osób. Z perspektywy czasu możemy powiedzieć, ze Bóg kieruje ludzkimi poczynaniami, dodaje sił i odwagi, jeżeli ludzie chcą zrobić coś dobrego.

Andrzej Nimierowicz

Kiedy zdecydowałem się pójść na pielgrzymkę wiedziałem, że jest nielegalna. Chociaż wtedy tak nie myśleliśmy. Po prostu nie dostaliśmy pozwolenia od władz. A to był rok 1986, czasy PRL-u i na każdą działalność była potrzebna zgoda ówczesnych władz. Nie dostaliśmy pozwolenia, ale postanowiliśmy pójść i zademonstrować swoją wiarę, pokazać że jesteśmy. Był to też przejaw działalności Bractwa, chcieliśmy zrobić coś nowego. Wcześniej organizowaliśmy obozy, była majowa pielgrzymka na Grabarkę. Ale piesza pielgrzymka to była nowa idea, którą postanowiliśmy wcielić w życie.

To co mi zostało mocno w pamięci to szczególna atmosfera będąca pokłosiem tego, że ta pielgrzymka była nielegalna. Były momenty, ze towarzyszyli nam oficerowie SB, którzy robili nam zdjęcia. Być może teraz w archiwach mają trochę więcej tych zdjęć, niż my. Bo ja w swoim archiwum mam zaledwie kilka. Jechali za nami, trochę to była zabawa w ciuciubabkę, bo czasem ich gubiliśmy. Potem znowu nas znajdowali. A my robiliśmy swoje. Po drodze śpiewaliśmy pieśni religijne, modliliśmy się, integrowaliśmy się. Wiem, że były naciski na organizatorów, żeby przerwać to, żeby zatrzymać. Każdy z nas miał tam z tyłu głowy, że możemy mieć później problemy. Ale po rozmowie doszliśmy do wniosku, że nie robimy nic tak złego co mogło podlegać karze. Ale myślę, że ta chęć zamanifestowania swojej wiary była silniejsza od strachu przed tym, jakie mogą wystąpić konsekwencje.

Ale najważniejszy był aspekty religijny. Nieśliśmy drewniane krzyże, ikony, każdy w sercu miał swoją intencję, w której szedł.

Ta pierwsza pielgrzymka była bardzo ważna. Dała impuls i siłę do organizacji kolejnych. I już na początku lat 90-tych w pielgrzymkach uczestniczyło ponad 1000 osób. Później narodziły się pielgrzymki z innych miejscowości: Hajnówki, Sokółki, Jabłecznej, Warszawy. Ta idea pielgrzymowania i to nie tylko na Grabarkę, ale do Supraśla, Jabłecznej czy Zwierek narodziła się właśnie wtedy.

Sławomir Jurczuk

Pamiętam, jak pojawiła się informacja, że będzie pielgrzymka na Św. Górę Grabarkę. Postanowiłem w niej wziąć udział. I nagle dowiedzieliśmy się, ze pielgrzymka jest odwołana. Mieliśmy takie spotkanie z ówczesnym biskupem białostockim i gdańskim Sawą, który powiedział nam oficjalnie, ze zgody na pielgrzymkę nie ma. Konsternacja. I wtedy wstał Sławek Nazaruk i powiedział: Słuchajcie pielgrzymki nie ma, ale nikt nam nie zabroni iść w związku z tym zmieniamy plany. Wychodzimy z Zabłudowa. Ilość osób została ograniczona do 50. Wiadomo było, ze prowiant, śpiwory, namioty niesiemy sami, nie ma żadnego transportu.

Ja dzień wcześniej zachorowałem. Postanowiłem, że nie odpuszczę. Więc rano pobiegłem do lekarza, błagając by dał mi silne leki i dogoniłem pielgrzymkę za Zabłudowem. Pamiętam, że padał deszcz i pierwszy postój mieliśmy w Rybołach. Serdecznie, wręcz ze łzami w oczach przyjęli nas parafianie i o. Filimoniuk. Nocleg mieliśmy w Ploskach. W Bielsku spaliśmy w cerkwi św. arch. Michała. I w Bielsku właśnie pojawili się nasi opiekunowe ze służb. Na początku nie wiedzieliśmy co się dzieje. Robiliśmy swoje. Śpiewaliśmy, modliliśmy się, nieśliśmy swoje intencje.

Pamiętam, że etap do Kleszczel był bardzo ciężki. Odpoczynek i obiad był w Orli, byliśmy bardzo zmęczeni. Niektórzy byli bardzo osłabieni. Wtedy tamtejszy psalmista Dymitr Martynowicz przyszedł nam z pomocą i zaproponował, że swoim maluchem zawiezie nam do Kleszczel plecaki. Malucha załadowaliśmy do granic możliwości, po dach, na dachu, a nawet na siedzeniu pasażera z przodu stały plecaki. Szpilki się nie dało wetknąć.

W Kleszczelach, kiedy zebraliśmy się przy cerkwi by wyruszać, trzy osoby zostały zabrane na komisariat. Nie wiedzieliśmy ci się dzieje, czy zostali aresztowani, co dalej robić… Po godzinie wrócili. Powiedziano im, że nie mamy prawa być pielgrzymką, mamy udawać obóz wędrowny i nie używać emblematów religijnych. Podzieliśmy się na trzy grupy i szliśmy dalej.

Po drodze z Kleszczel do Milejczyc zaszliśmy do cerkwi w Kośnej. Tam obserwowali nas nieznajomi ludzie. Batiuszka nas uspokoił: Nie padajcie duchem. Obserwatorzy towarzyszyli nam do samej Grabarki.

Dr Jarosław Matwiejuk, konstytucjonalista, specjalista prawa wyznaniowego, Uniwersytet w Białymstoku.

Dokładnie pamiętam intencję, która spowodowała, ze poszedłem na tę pierwszą historyczną pielgrzymkę. Było to w intencji mojego zmarłego dziadka Filipa, osoby powszechnie szanowanej, która miała ogromny wpływ na moje wychowanie. Chciałem w ten sposób oddać hołd i pomodlić się za jego duszę. Było to wielkie przeżycie duchowe – świadomość, że po raz pierwszy po drugiej wojnie światowej uczestniczymy w historycznej pielgrzymce, która na dodatek nie miała zgody władz wyznaniowych. Przypomnę, ze wówczas wszelkie pielgrzymki wymagały zgody Urzędu ds. wyznań. Takiej zgody nie mieliśmy. Pamiętam, że w Bielsku Podlaskim zostaliśmy namierzeni przez służbę bezpieczeństwa, a konkretnie IV departament tzw. kościelny, a jeszcze ściślej: wydział ds. kościołów nierzymskokatolickich. I od tamtej pory mieliśmy „opiekunów”. Towarzyszyli nam w oznakowanych i nieoznakowanych samochodach. Odbywali rozmowy nie tylko z nami, ale też z duchownymi. Próbowali mocno zniechęcić do idei pielgrzymowania. Ale było to bezskuteczne. To napięcie w związku z towarzyszeniem służby bezpieczeństwa było cały czas wyczuwalne,. Tak na dobrą sprawę – a przypomnę, ze był to okres PRL-u – nie do końca wiedzieliśmy, jakie to będzie miało konsekwencje, czy nam nie zaszkodzi. Ale to się wtedy nie liczyło. Byliśmy młodzi, zdeterminowani i chcieliśmy tę tradycję pielgrzymowania odrodzić.

Dr Alina Kułakowska

Miałam najdłuższe wakacje swego życia, dostałam się na wymarzone studia. Była we mnie chęć podziękowania, że się wszystko dobrze ułożyło, że spełniły się moje marzenia. Miałam czas i chciałam go spędzić z przyjaciółmi, a jednocześnie zamanifestować swoją przynależność do cerkwi, do Bractwa Młodzieży Prawosławnej.

Były ogromne emocje, bo nie mieliliśmy pozwolenia. Była niepewność, czasem obawa czy nie będzie z tego problemów, konsekwencji. Ale to co najbardziej zapamiętałam to reakcja ludzi, kiedy szliśmy z krzyżami. Pamiętam jak szliśmy przez Ryboły. Pamiętam starszych ludzi i ich reakcje. Kobiety się żegnały, mężczyźni wstawali z ławek i zdejmowali czapki z głów. To było bardzo wzruszające dla mnie. Po dziś dzień, kiedy to wspominam to mi się łamie głos i wiem, że było warto. Pokazaliśmy, że jesteśmy, że wierzymy i mamy odwagę pokazać kim jesteśmy. Pamiętam życzliwość ludzi, kiedy nas witali, przygotowywali posiłki, zapraszali na noclegi: do domów, do stodół. Miałam poczucie, że to co robimy jest ważne. Ta pielgrzymka wzmocniła we mnie ten fundament, jakim była wiara wyniesiona z domu. I dała przekonanie, że warto pielęgnować swoją wiarę, kulturę i tradycję i bez względu na okoliczności warto iść z podniesionym czołem.

— Katarzyna Popławska

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Najnowsza publicystyka

wszystkie →

Najnowsze z Polski

wszystkie →