Włączając się w ogólnopolską dyskusję nad problemami z zakresu bioetyki, które stały się szczególnie obecne w mediach ostatnio, w związku z próbą unormowania sztucznego zapłodnienia przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, publikujemy czwartą część rozmowy, którą przeprowadzili mnisi z monasteru Vatope
Włączając się w ogólnopolską dyskusję nad problemami z zakresu bioetyki, które stały się szczególnie obecne w mediach ostatnio, w związku z próbą unormowania sztucznego zapłodnienia przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, publikujemy czwartą część rozmowy, którą przeprowadzili mnisi z monasteru Vatopedi (św. góra Athos), z wybitnym – lecz praktycznie nieznanym w Polsce – prawosławnym uczonym, specjalistą z zakresu bioetyki – profesorem H. Tristramem Engelhardtem (na zdj.). W prezentowanej części profesor Engelhardt odpowiada na pytania dotyczące konkretnego problemu związanego z bioetyką w postaci przeszczepów organów ludzkich.
Czy możliwy jest całkowity przeszczep serca?
Owszem. Przeprowadzono wiele takich przeszczepów.
Ile lat żyją później ci ludzie?
Wielu przeżyło ponad dziesięć lat. Obecnie jest coraz częściej pomyślnych rezultatów takiej operacji. Wydział Lekarski w Baylor był jednym z pierwszych, na którym przeprowadzano zabiegi przeszczepu serca. Widziałem wielu pacjentów z przeszczepionym sercem. Realnie sytuację zmienił lek z nazwą cyklosporyna pomagający ograniczyć skłonność organizmu do odrzucania przeszczepionego serca, ponieważ na samym początku „odmowna” reakcja ustroju na obcy narząd stanowiła dosyć poważny problem. Natomiast cyklosporyna w sposób zauważalny zwiększył odsetek pomyślnych zabiegów transplantacji.
Obserwuje się pewien niepokój związany z tym, że razem z przeszczepianym narządem biorca w jakiś sposób może dostać cechy charakteru dawcy. Czy kiedykolwiek słyszał Pan o takich przypadkach?
Różne historie można usłyszeć. Słyszałem wiele podobnych do tej. Ale nie znam osobiście takich pacjentów. Rozmawiałem z zaprzyjaźnionymi kolegami — profesorami przeprowadzającymi transplantacje serca — również odpowiadali negatywnie.
Brian (Brian Christopher Patridge — zięć profesora Engelhardta, mąż jego córki Christine, kierownik Centrum Kultury, Etyki oraz Środowiska w miejscowości Homer na Alasce): Wie Pan o filmie Million Dollar Baby ?
Brianie, wiesz, że rzadko oglądam filmy i w ogóle telewizję.
Brian: To był taki znany film z Clintem Eastwoodem opowiadający o pewnej dziewczynie, która zaczęła uprawiać boks, początkowo amatorsko, a następnie przeszła na zawodowe uprawianie tego sportu. Jej życie całkowicie się odmieniło. Jeżeli wcześniej nie dostawała nic, to potem zaczęła zarabiać olbrzymie pieniądze. Ale pewnego razu podczas pojedynku jej kark został złamany i została ona całkowicie sparaliżowana. W pozostałej części filmu chodzi o dylemat moralny stojący przed jej trenerem: czy należy ją zabić, czy nie. Dlatego, że nie może ona ruszyć żadną częścią swego ciała i z tego powodu nie może sama popełnić samobójstwa. Film afirmuje uczynek trenera, który nabrał odwagi, by zabić tę dziewczynę. Moją uwagę również przyciągnął fakt, ze z tym dylematem trener chodził do pewnego księdza katolickiego, i ten ksiądz wreszcie powiedział mu: wynoś się, nie przychodź jutro do kościoła, z tego powodu trener sam podejmuje decyzję o zabiciu dziewczyny.
Brian wie, z czym się zetknęliśmy na katolickich uniwersytetach. Pytałem tamtejszych lekarzy o ich stosunek do eutanazji. Mniej więcej 30 % z nich wypowiedziało się za. Jak już zaznaczałem, eutanazja staje się na Zachodzie elementem składowym kultury świeckiej. Nasze podejścia do medycyny będą się różniły. Wyobraźcie sobie, że idę od Szkoły Medycznej Baylor do uniwersytetu Rice. A w momencie, gdy nieuważnie przechodzę przez drogę potrąca mnie ogromna ciężarówka, podrzuca do góry, zaś po lądowaniu na drodze zabiera mnie karetka do oddziału intensywnej terapii pewnego szpitala prowadzonego przez metodystów. Nie mam szans na przeżycie, ale lekarze dokładają wszelkich starań. Podłączają mnie do rurek, kiedy zaś pytają moją małżonkę, jak ze mną postąpić, ona odpowiada: Utrzymujcie go przy życiu, postarajcie się odzyskać jego świadomość, ja natomiast przyprowadzę księdza żeby go wyspowiadał. Wykorzystałbym wszelkie możliwe środki, żeby człowiek odzyskał świadomość, ażeby on, a w tym przypadku nawet ja, sam miałbym możliwość po raz ostatni się wyspowiadać i dostąpić Eucharystii. Gdy już dojdzie do przyjęcia Eucharystii, czy potrzebuje nadal tych wszystkich rurek, skoro terapia jest bezskuteczna? Nie, możecie wówczas przerwać terapię. Robimy to nie po to, by zabić, lecz po to, żeby nie robić z medycyny hazardu. Nasze podejście do medycyny w sposób zauważalny różni się od podejścia społeczeństwa świeckiego.
Uściślijmy nasze poprzednie zapytanie. Przepuśćmy, że mamy człowieka mającego doświadczenie obcowania z Łaską Bożą — czegoś naturalnego, co w pierwszej kolejności dotyka duszy, ale jednocześnie również ciała. Ojcowie mówią przecież i o fizycznym sercu, które odgrywa w tym szczególną rolę. Obfite spłynięcie Łaski Bożej dotyka również fizycznego serca człowieka. Gdy to serce zostanie przeszczepione komuś innemu, albo gdy, przypuśćmy, bierzemy serce muzułmanina i przeszczepiamy je chrześcijaninowi, to czy dokonuje się przy tym jakiegoś duchowego wpływu na jego biorcę? Czy rozum, który w rozumieniu tradycji Ojców nie jest tym samym, co jego wytwory, będzie w stanie zjednoczyć się z tym nowym sercem?
Świętych się czci po ich śmierci. Ale zanim odbędzie się Sąd Ostateczny, zanim dostaną ponownie swe ciała, zachowują oni rozum i widzą Boga. Relikwie św. Jana z San-Francisco (Maksymowicza) przebywają w katedrze, jednak święty, jako czysty sercem, postrzega Boga, przeżywa duchową obecność Boga, ale nie przez serce fizyczne, lecz serce duszy. Z tego powodu, żeby posiadać rozum, nie potrzebne jest serce fizyczne.
Nasze duchowe serce nie zależy od fizycznego. Jedzenie, które spożyłem tu, w monasterze watopedzkim, powoli się wchłania poprzez komórki mojego ciała, i w ten sposób zmienia się ono cały czas. Moja dusza ma zdolność przemienić ten narząd ciała w moje własne serce (tu profesor Engelhardt wykorzystuje pojęcie serce zgodnie z tradycją Ojców Kościoła — uwaga tł.). Posiadamy zdolność uduchawiania własnego ciała, robienia go swoim do samej śmierci. Nadajemy mu indywidualność i robimy je własnym. Mówiąc o przeszczepionym sercu, to również mówimy o zmianach, tylko bardziej gwałtownych.
Czy zechciałby ten, kto uzyskał pokój i zdolność modlitwy uzyskać przeszczepione serce? Pewnie, nie. Tak poważna ingerencja chirurgiczna mogłaby zachwiać duchowy stan tego człowieka. 55-ta reguła Bazylego Wielkiego wytycza ważne granice i wskazuje kierunek. W niektórych przypadkach mnich nie powinien opuszczać monasteru, nawet jeśli wymaga okazania pomocy medycznej, czyli nie opuszczać miejsca, które daje mu pokój dla serca. Kierując się tym, w niektórych przypadkach nie można zmusić mnicha do wyjazdu, na przykład do Salonik w celu leczenia, w innych natomiast zostałby do tego zmuszony. Jest to pytanie z rzędu tych, które należy oddawać przed osąd naszego ojca duchowego.
Wiemy, że święci zmieniają świat, gdyż uśmiercają swoje «ego» i przyjmują Chrystusa. Dlatego właśnie czcimy relikwie świętych. Co się tyczy transfuzji krwi, to przyjęcie w siebie krwi świętego może się okazać wielkim błogosławieństwem.
Posiadam bardzo mały kawałek tkaniny należący do świętego Hermana z Alaski, który wprost dotykał świętego. Ale oszałamiające jest to, jak święci, o czym wiemy z Dziejów Apostolskich (Dz 19, 12), mogą przeistaczać materię dzięki niestworzonym energiom Boga. Co by było, gdyby święty mnich Herman został dawcą krwi? Nie wiem, nie posiadam do tego odpowiedniej wiedzy duchowej, ale myślę, ze byłoby czymś niezwykłym, gdyby ten święty dał swoją krew do przetoczenia. Ludzie pijący wodę ze studni świętego Hermana zmieniają się na lepsze.
Ale czy to może zadziałać również w sposób odwrotny?
Świat się uświęca dzięki naszemu dobremu usposobieniu w stosunku do bliźnich.
Mam na myśli sytuację, gdy dawcą został zły człowiek?
Uświęcamy nawet zło. Kapłan modli się w trakcie liturgii Bazylego Wielkiego o to, by za pomocą Łaski Bożej zło obróciło się w dobro. Przyczyną, z której Kościół prawosławny się modli, by wyrwać świat z rąk księcia tego świata, jest taka, ażeby ostatni (czyli świat) się uświęcił. Błogosławimy wszystko. Nawet teksaskie krowy można poświęcić.
Cerkiew przywołuje upadły świat, by zostawił zło, i przywraca go do świętości. Pewnie, byłoby dobrym pomysłem uświęcenie serca, które dostaje biorca od złego człowieka. Kościół prawosławny niewątpliwie jest obdarzony mocą dzięki błogosławieństwu wypędzać zło z serca i krwi dowolnego grzesznika. Kościół, który jest ciałem Chrystusowym, jest zdolna przemienić wszystko.
W ten sposób, kiedy kapłan znajduje się obok chorego, który ma zabieg transplantacji narządu albo przetaczania krwi, to powinien udzielić błogosławieństwa zarówno człowiekowi, jak i przeszczepianemu organowi. Pewnie, wydaję Wam się w jakimś sensie nienaturalnym. Miałem zaćmę, teraz mam wbudowane soczewki plastikowe. Kiedy błogosławi mnie kapłan, to uświęca się wszystko — drugi Adam przemienia świat.
Św. Grzegorz Palamas mówi, że rozum korzysta też z serca jako narzędzia.
Słusznie.
Ponieważ po przeszczepie chory będzie miał cudze serce, to kierując się tą samą prawosławną tradycją ascetyczną, nie jest tak naprawdę ważne, od kogo wzięto serce.
Jest to absolutna prawda. Przyswajamy sobie naszą hipostazę materialną, jak to miało miejsce, na przykład, w przypadku moich plastikowych soczewek.
— Szymon Krzyszczuk
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.