śr, 12 sie (30 lip) środa, 12 sie (30 lip) 2026 roku juliański | dzień postny post
Kalendarz →
Świat 19 kwietnia 2007

W życiu człowieka nie ma przypadków

W życiu człowieka nie ma przypadków.

Brak zdjęć

W życiu człowieka nie ma przypadków. Moje spotkanie z ikoną nie było również przypadkiem. Mam nadzieję, że przez swoją pracę pomagam innym ludziom w zrozumieniu ikony, że choć w niewielkim ułamku procenta przez swoją pracę przyczyniam się do odnalezienia przez drugiego człowieka, tego co w życiu najważniejsze - drogi do Boga.

Z Janem Grigorukiem – ikonografem, przewodnikiem w Muzeum Ikon w Supraślu, rozmawiała Katarzyna Dmitruk

Jakie korzyści dla Muzeum Ikon płyną za nagrodą „Podlaska Marka Roku” otrzymaną w kategorii miejsce? Jakie znaczenie ma ta nagroda dla prawosławia? Na razie trudno jest ocenić, przyszłość pokaże, ale zainteresowanie jest ogromne. Być może będą to dodatkowe pieniądze, które pozwolą muzeum w dalszym ciągu się rozwijać. Być może łatwiej będzie pozyskać fundusze z Unii Europejskiej. Porównaniem tutaj może być Muzeum w Ciechanowcu - tam nagroda przyczyniła się do zdobycia dużych funduszy. Na pewno jest to reklama, nie tylko lokalnie na Podlasiu, ale również w Polsce i Unii Europejskiej. Patrząc przez pryzmat pracy w Muzeum dochodzę do wniosku, że Podlasie jest atrakcyjne dla turystów zagranicznych. Oni przyjeżdżają i szukają znaków rozpoznawczych naszego regionu. Taką wizytówką jest niewątpliwie Muzeum Ikon.

Muzeum Ikon w Supraślu otwarto na początku lutego 2007 roku. W tym krótkim czasie kto odwiedził Muzeum?

W okresie wielkopostnym mieliśmy oblężenie różnych grup. Byli to m.in. miejscowi z okolic Hajnówki, Bielska Podlaskiego, osoby starsze jak też uczniowie z podstawówek, gimnazjów i liceów. Odwiedza nas młodzież zarówno prawosławni, jak i rzymskokatolicy. Mile zaskoczyła mnie grupa młodzieży rzymskokatolickiej z Łomży. Byli bardzo otwarci na informacje o ikonie, zadawali mnóstwo pytań. Przyjeżdżają do nas ludzie z miast takich jak Kraków, Poznań, Warszawa. Odwiedzający to osoby o różnym statusie społecznym. Środowiska biznesowe potencjalnych inwestorów w programie swojej wizyty na Podlasiu mają odwiedzenie Muzeum Ikon i Ławry Supraskiej. Wpisy w Księdze Pamiątkowej to świadectwo tego, pod jak dużym wrażeniem są odwiedzający nas goście. Dzielą się w niej swoimi przeżyciami i przemyśleniami, oraz składają podziękowania.

Jaka jest misja istnienia Muzeum Ikon w Supraślu? Główną ideą jest przybliżenie osobom świeckim ikony, która, jak się okazuje, jest tak naprawdę niezrozumiała, a może po prostu nieodkryta. Moim zdaniem, łączy się to z pewną luką w edukacji, nie tylko edukacji powszechnej, ale i edukacji w zakresie religii prawosławnej. Często okazuje się, że to my, prawosławni, nie mamy podstawowej wiedzy o ikonie, a przecież jesteśmy naturalnymi spadkobiercami tej tradycji. Niestety problem wiedzy i umiejętności czytania ikony w cerkwi można przyrównać, m.in. do rozumienia języka cerkiewnosłowiańskiego. Teraz jest doskonała okazja ku temu, aby te braki nadrobić, aby świadomie podchodzić do wszystkiego co znajduje się w cerkwi. Muzeum to tylko impuls do dalszych poszukiwań. Do Muzeum przyjeżdżają również osoby, które po raz pierwszy spotykają się z prawosławiem. Takim osobom staramy się, przez pryzmat teologii ikony, opowiedzieć o prawosławiu.

Profesor Andrzej Strumiłło dzieląc się w mediach swoimi wrażeniami z wernisażu powiedział, że rytm wystawy, przeszkadza mu w kontemplacji ikony. Czy rzeczywiście jest tak, że aranżacje świetlne i muzyczne narzucają pewien rytm, który niekoniecznie musi być zgodny z indywidualnym rytmem odbioru ikony? Profesor jest artystą, on ma prawo tak się wypowiadać (uśmiech). Rzeczywiście jest tak, że światło i dźwięk obliczone zostały na konkretny czas. Wchodzimy do pomieszczenia słyszymy muzykę, z mroku dzięki stopniowemu rozświetlaniu wyłania się ikona, podchodzimy do niej, oglądamy i ikona znów pogrąża się w mroku. W podobny sposób zostały pokazane również inne ikony. W momencie, kiedy gaśnie światło przechodzimy do następnego pomieszczenia i formuła się powtarza. Taka aranżacja czasowa przy pomocy subtelnych rozwiązań technicznych opracowana została z kilku powodów. Po pierwsze, żeby oglądający za długo nie przebywali w pomieszczeniu, a tym samym nie tworzył się tłok, który jeszcze bardziej przeszkadza w odbiorze ikony. Światło i muzyka stają się też niewidzialnym przewodnikiem, który oprowadza zwiedzających po Muzeum. Kolejna przyczyna to tworzenie konkretnego nastroju: cerkiewne śpiewy, „głosy pielgrzymki, procesji” - (jedna z sal nosi nazwę - sala pielgrzymki), półmrok - tak charakterystyczne dla życia cerkiewnego. Aranżacje potęgują wrażenia zmysłowego odbioru ikony w charakterystycznym dla niej środowisku. Jest to oczywiście sytuacja sztuczna, bo naturalnym środowiskiem ikony jest cerkiew, ale ta muzealna aranżacja pozwala poczuć namiastkę tego, co ważne w prawosławiu. Ikona, cerkiew, liturgia to jedno. Ikona jest tylko elementem pewnej całości i tylko w tej całości może być prawdziwa. Wizyta w Muzeum jest źródłem głębokich przeżyć. Babuszki, z podlaskich wsi, z szacunku do świętości, żegnają się i całują ikony. Na co dzień jestem świadkiem łez, jakie mają w oczach zwiedzający, niekoniecznie wyznania prawosławnego. Rytm Muzeum, na specjalne życzenie, można zmienić. Jeśli ktoś uzna, że chce skupić się na dłuższej kontemplacji, i w związku z tym potrzebuje więcej czasu, może poprosić o zapalenie światła.

Czy będąc przewodnikiem różnych grup w Muzeum Ikon, masz takie samo podejście do każdej z nich? Nie. Inaczej traktuję grupy prawosławne, inaczej innego wyznania. Wynika to z tego, że prawosławni mają inne podejście do ikony. Osobom wyznania prawosławnego pozwalam po prostu być z ikoną. Wynika to z tego, że sam jestem prawosławny i chcę spróbować przekazać i pokazać tego ducha, który jest w ikonie. Jeśli chodzi o grupy nieprawosławne to jestem dla nich przewodnikiem, który przekazuje im wiedzę merytoryczną: fakty, daty, historię Cerkwi, historię ikony, symbolikę liturgii.

Dlaczego ikonę się pisze a nie maluje? Pisanie to przekaz, nauka, historia natomiast malowanie wiąże się z estetyką. Ikonografów możemy przyrównać do Ewangelistów. Grzegorz IV powiedział o ikonie, że jest ewangelią kolorów dla ubogich. To co bogaci odbierali słowem pisanym, biedni - przez ikonę. Ikonę czytamy z wizerunku.

Współcześnie mamy duży wybór ikon. Czym ma się kierować się osoba prawosławna przy zakupie ikony? Na ikonę powinniśmy patrzeć przede wszystkim sercem. Patrzymy, czy ikona jest realistyczna, czy nie. Ikona powinna być kanoniczna, a nie realistyczna. Przykładem realistycznej ikony jest przedstawienie cierpienia na obliczu ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa, z którego ran krew wręcz „wylewa się”, a obok stoi zatroskana Matka Boska. W ikonie takiego przedstawienia nie ma. Twarze świętych w ikonach są pełne spokoju, nie wyrażają ani radości ani smutku. Tylko przy takiej ikonie można się skupić na modlitwie.

Jakie ikony powinniśmy zanosić do święcenia? Dlaczego w ogóle święci się ikony? Nie święcimy ikon pisanych przez ikonografów oraz tych kupionych w cerkiewnym sklepiku. Ikon powstałych z modlitwą i postem nie trzeba święcić. Jeśli kupujemy ikonę gdzieś na rynku, nie znamy jej pochodzenia, bądź nie wiemy, czy została należycie napisana, to powinniśmy zanieść ją do cerkwi i poprosić o położenie jej na ołtarzu podczas Liturgii. Poprawnie powinniśmy mówić, że ikonę „uświęcamy”, a nie „święcimy”. Ikona położona na ołtarzu ma ponownie nawiązać kontakt duchowy z Cerkwią – ma się uświęcić

Czy ikonograf jest artystą? Ikonograf nie jest artystą. On pokazuje ikonę wg. kanonu. Przykładowo twórczość Jerzego Nowosielskiego to własne przemyślenia artysty na temat ikony. Artysta oczekuje bowiem pochwały, uznania. Ikonograf nie powinien nawet podpisywać ikony swoim imieniem i nazwiskiem, ma ona służyć ludziom, inspirować ich do modlitwy. Jeśli ktoś zajmuje się pisaniem ikon nie powinien chwalić siebie, ponieważ wszystko, co człowiek posiada, dawane jest od Boga. Ikonografia to jest służba Cerkwi i ludziom.

Czy ikonografem można zostać po warsztatach ikonograficznych? To jest bardzo niewłaściwe podejście. Warsztat to zaledwie kilka tygodni czy dni. Po warsztatach można jedynie zapoznać się z podstawową techniką pisania ikon. Można się czegoś dowiedzieć - ale to za mało. Ikona to nie tylko praktyczne umiejętności, to przede wszystkim wiedza o kanonie i teologii ikony, jak również nauka pokory, cierpliwości, modlitwy i postu. Zdarza się, że ktoś przyjeżdża na warsztaty z zamiarem nauki pisania ikon dla zysku i nawet się z tym nie kryje. To są tzw. pseudoikonografowie, którym w ciągu krótkiego czasu nikt nie wytłumaczy, że mają złe podejście.

Dlaczego zacząłeś pisać ikony i zajmować się ich teologią? Ikony zacząłem pisać niespodziewanie. Skończyłem liceum mechaniczne. Miałem dalsze plany. Dostałem się na historię. Przypadek sprawił, że poszedłem z koleżanką (bardziej dla towarzystwa niż z zainteresowania) do szkoły ikonograficznej w Bielsku Podlaskim. Ona chciała coś sprawdzić. Kiedy tam weszliśmy, poczułem się jak w innym świecie, panowała tam modlitewna atmosfera, wszyscy byli skupieni i ubrani inaczej niż ludzie, których możemy spotkać na ulicy. Ja miałem na sobie krótkie spodnie, po prostu tam nie pasowałem. Zauważyła mnie pani Walentyna Żdanowa, zainteresowała się mną prawdopodobnie dlatego, że się wyróżniałem wyglądem. Zaczęła ze mną rozmowę o ikonie, o Cerkwi, wierze i właściwie pod wpływem tej rozmowy zdecydowałem się na rozpoczęcie nauki w szkole ikonograficznej. Tak mnie to wciągnęło, że zająłem się pisaniem i studiowaniem ikony. Ikony piszę już od ponad 10 lat. W życiu człowieka nie ma przypadków. Moje spotkanie z ikoną nie było również przypadkiem. Mam nadzieję, że przez swoją pracę pomagam innym ludziom w zrozumieniu ikony, że choć w niewielkim ułamku procenta przez swoją pracę przyczyniam się do odnalezienia przez drugiego człowieka, tego co w życiu najważniejsze - drogi do Boga.

Jakie znaczenie ma ikona w twoim życiu? Ikona jest dla mnie bardzo ważna. Bez pisania ikony czuję się źle. Gdy mam przerwę, czuję, że muszę powrócić do pisania. Ikona daje mi siłę, wycisza i uczy pokory. Gdy pęka „grunt” na deseczce, to znaczy, że się odpowiednio nie przygotowałem do pracy: może z kimś się nie pogodziłem, może podszedłem materialistycznie, albo noszę do kogoś uraz. Jeśli coś nie wychodzi, idę do cerkwi, w miarę możliwości do spowiedzi i pryczastia (eucharystii). Zadziwiające, że potem idzie już lepiej. Do ikony nie można podejść ze smutkiem, złością, nigdy nie wolno pisać ikony na siłę. Kiedy piszę ikonę moje myśli skupiają się wokół danego świętego oraz Cerkwi. Kiedy myślę o codziennym życiu to praca mi nie idzie, to daje nauczkę, że tak nie wolno, że z takim nastawieniem nie pójdzie.

Czy nie za dużo jest ikony w twoim życiu? Najpierw praca w Muzeum Ikon, a po pracy pisanie ikon? To właśnie jest najlepsze, że cały czas mogę być blisko niej. Praca w Muzeum daje mi ogromną satysfakcję, uwielbiam opowiadać o ikonie. Jeśli ludzie chcą, żebym oprowadził jakąś grupę wcześniej lub później to się na to zgadzam, nawet kosztem mojego prywatnego czasu. Moja praca to również źródło wielu wzruszeń i przeżyć. Ostatnio oprowadzałem po Muzeum grupę niepełnosprawnych dzieci z różnym stopniem niepełnosprawności. Były wśród nich dzieci niewidome: im się pokazuje fakturę, dotykają materiału, poznają ikonę przez dotyk. Najważniejsze to zwracać się do nich bezpośrednio, żeby przemówić do ich wyobraźni. To nie był mój pierwszy kontakt, bardzo lubię pracować z niepełnosprawnymi osobami. Po skończonej wizycie dziękowały, mówiły, że było jak w cerkwi. Staram się opowiedzieć o ikonie najlepiej jak potrafię. Chciałbym, żeby choć do jednej osoby trafiło to co mówię. Ikona to moje życie.

Zdjęcie na podstawie www.wrotapodlasia.pl

— Katarzyna Dmitruk

Przekaż wsparcie na rozwój serwisu cerkiew.pl

Zostań przyjacielem cerkiew.pl

Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.

Najnowsze aktualności

wszystkie →

Polecane przez czytelników

z ostatniego kwartału
wszystkie →