Prezentujemy drugą część artykułu "Święty Spirydon - obrońca wiary".
Prezentujemy drugą część artykułu "Święty Spirydon - obrońca wiary". Pierwszą można przeczytać tutaj.
Pierwsze informacje o Stwórcy, naszym stosunku wobec Niego i świata, który stworzył, otrzymaliśmy od samego Boga. Mam na myśli 10 Przykazań – Dekalog przekazany Mojżeszowi na górze Synaj. Dziesięć prostych prawd, kim jest Bóg, a kim człowiek. Jakie winne być relacje między nimi. Jak żyć by osiągnąć życie wieczne. To wszystko odnajdujemy w żywocie Św. Spirydona postrzeganym jako wypełnienie Synajskiego Prawa.
Pochylmy się więc nad życiem Św. Spirydona spoglądając na nie od tej właśnie strony.
Pierwsze przykazanie: „Jam jest Pan Bóg twój, nie będziesz miał bogów innych przede Mną”, praktycznie już omówiliśmy. To właśnie walka Św. Spirydona na I soborze powszechnym o zachowanie czystości chrześcijaństwa charakteryzuje Go jako obrońcę wiary w myśl I przykazania.
W tym duchu prawosławni patrzą również na cud z 1719 r. Trzy lata wcześniej wyspa Korfu, na której od XV w. przechowywano relikwie Świętego, doświadczyła tureckiego najazdu. Siłom weneckim, które od 4 stuleci zarządzały wyspą, udało się ich odeprzeć. Miejscowy wenecki admirał floty Andrea Pizani wraz z grupą miejscowych katolików postanowili z wdzięczności umieścić w świątyni Św. Spirydona rzymskokatolicki ołtarz. Prawosławne duchowieństwo i lud protestowali mówiąc, że prawosławie nie zna takiej praktyki. Admirał był jednak nieugięty. Wówczas prawosławni zwrócili się o pomoc do samego Świętego. Ten zjawił się we śnie władcy i zabronił mu dokonywać konfesyjnych zmian w świątyni. Admirał wstrząśnięty tak realnym snem zwrócił się o radę do swego doradcy Franciszka Fraggipani ten uspokoił władcę, że to tylko podszepty złego ducha.
11 listopada mimo sprzeciwu duchowieństwa dokonano pomiarów. Następnego dnia miano rozpocząć prace. O północy rozpętała się straszna burza. Strażnik przy bramie fortecy ujrzał starca z lampa zmierzającego w stronę fortecy, na zadane pytanie kim jest usłyszał. „Jestem Spirydon”. W tym samym momencie trzy ogniste języki wystrzeliły spod dzwonnicy cerkwi ku czci świętego, rozległ się potworny huk i wyleciał w powietrze garnizonowy skład prochu. W okolicznych domach, które legły w gruzy zginęło 900 rzymskokatolickich mieszkańców wyspy i żołnierzy. Zginęli wszyscy stronnicy przebudowy świątyni. Doradcę admirała znaleziono poza miejskimi murami w odpływie kanalizacyjnym. Ciało samego admirała zdruzgotane leżało pod gruzami tak, że dwie belki niczym stryczek zmiażdżyły mu szyję. Nie zginą nikt z prawosławnych i katolicki wartownik, który widział przyjście Świętego. Jakaś sił odrzuciła go kilkaset metrów dalej, ale tak, że nie ucierpiał. W świątyni natomiast upadł srebrny żyrandol podarowany przez admirała. Jego podstawa uległa uszkodzeniu i wisząc po dziś dzień nad relikwiami jest świadkiem powyższego cudu. Co ciekawe w tym samym czasie przy spokojnym niebie w Wenecji rozbłysła czwarta błyskawica, przebiła ścianę zamku należącego do admirała i spaliła wyłącznie wiszący na ścianie jego portret.
Przejdźmy teraz do II przykazania: „Nie czyń sobie obrazu rytego, ani żadnego podobieństwa rzeczy tych, które są na niebie w górze, i które są w wodach pod ziemią; nie będziesz się im kłaniał ani nie będziesz im służył”.
Patriarcha Aleksandrii pragnąc walczyć z pogaństwem silnym w Egipcie jeszcze w IV w. poprosił szanowanych biskupów by razem z nim modlili się o upadek pogaństwa. W odpowiedzi w świątyniach bożą ręką skruszone zostały posągi wszelakich bóstw. Jeden jednak szczególnie czczony trwał niewzruszony. Żadne modlitwy nie pomagały. Patriarcha nocą miał jednak widzenie. Bóg polecił mu posłać po św. Spirydona. Gdy statek ze Świętym wpłynął do portu posąg zadrżał. Gdy Jego stopa dotknęła ziemi skruszył się wraz z pobliskim ołtarzem i całą świątynią. Setki pogan zaś poprosiły o udzielenie im św. chrztu.
Chrześcijanin musi pamiętać by nie uczynić bożka z samego siebie. Sąsiadem świętego był poganin Olimp Paleur. Jego głęboko wierząca żona chrześcijanka Sofronia nieraz prosiła by Św. Spirydon pomógł jej nawrócić męża. Rozmowy nic jednak nie dawały. Pewnego razu, gdy Święty wraz z innymi gośćmi przebywał u Sofronii w trakcie przyjęcia powiedział do jednego ze swych sług by poszedł do bramy i poczekał na posłańca z pastwiska, który niesie Mu wiadomość, że podczas snu pasterzy zagubiło się całe Jego stado. Niechaj go uspokoi, bo stado już się znalazło. Chwilę po wyjściu sługi przyszedł drugi posłaniec niemal powtarzając słowa Spirydona o odnalezieniu stada. Zdumiony sąsiad uznał, że znający przyszłość Święty jest bogiem. Postanowił złożyć ku jego czci ofiarę. Święty oczywiście sprzeciwił się oznajmiając, że nie jest bogiem a zaledwie bożym sługą. Gospodarz wyrzekł się pogaństwa i przyjął chrześcijaństwo.
III przykazanie brzmi: „Nie będziesz wypowiadał imienia Pana Boga twego na próżno”. Imię Boże jest święte. Każdy z nas rozumie, że nie należy go traktować jak zwykłego słowa. Winniśmy je wypowiadać z szacunkiem i tylko w modlitwie. Tym bardziej na bożą a nie własną chwałę. Pewnego dnia, gdy Święty w miejscowości Firea wszedł do świątyni, a był zmęczony, diakon którego poprosił o udział w nabożeństwie chciał się pochwalić swym głosem. Przeciągał modlitwę i myślał tylko o tym by zauważono jego kunszt. Nie zwracał uwagę, że wypowiada święte słowa. Święty nie mogąc znieść takiego bezczeszczenia imienia bożego zakrzyczał „zamilcz”. Diakon momentalnie stracił głos. Skruszony wraz z bliskimi prosili Świętego by odpuścił mu grzech. Św. Spirydon nie od razu to uczynił. Duma i brak poszanowania imienia bożego są bowiem bardzo ciężkim grzechem. Dopiero po kilku dniach Święty pomodlił się za diakona. Wróciła mu zdolność mówienia, jednak już nigdy nie odzyskał pięknego głosu. Do końca życia seplenił i jąkał się.
Bywało też odwrotnie gdy nie było godnych ludzi by odśpiewywać Świętemu celebrowane nabożeństwo lub odpowiadać na Jego wezwania „mir wsiem” (pokój wszystkim) czynili to aniołowie. Lud słyszał piękny chór i odpowiedzi tłumów, lecz po przekroczeniu świątyni zastawał w niej jedynie Świętego.
Przykazanie IV brzmi: „Pamiętaj na dzień sobotni, abyś go świecił: sześć dni pracuj i wykonuj w nich wszystkie prace twoje, ale dzień siódmy – sobota – Panu Bogu Twemu”.
Św. Spirydon zawsze z wielkim szacunkiem odnosił się do służby bożej. Nic nie mogło przeszkodzić Mu odprawić nabożeństwa. Wspomnieliśmy o tym przed chwilą omawiając cud służby razem z aniołami. Skoro nie było ludzi można było zaniechać nabożeństwa. Hierarcha słusznie jednak pojmował, że celebruje się je nie ludziom a Bogu.
W życiu Świętego zdarzyło się też, że nabożeństwo mogło być przerwane w związku z brakiem oliwy. Gdy przyszedł czas na jutrzni zapalić lamy okazało się, że są one puste. Nie było gdzie szukać oleju. Święty zadrżał na myśl o przerwaniu nabożeństwa i zaczął modlić się o cud. Olej nie tylko w cudowny sposób wypełnił lampiony, ale zaczął się przelewać tak, że napełniono wiele podstawionych naczyń. Nabożeństwo nie zostało przerwane.
Piąte przykazanie: „Czcij ojca twego i matkę twoją, aby ci dobrze było i abyś żył długo na ziemi”, jest pierwszym za wypełnienie, którego Bóg obiecuje nam nagrodę – szczęście i długowieczność. Wynika to z faktu, że nie jest prostą rzeczą nauczyć dzieci szacunku wobec rodziców. Św. Spirydon dał przykład najwspanialszego wychowania potomstwa, którego posłuszeństwo nie była wstanie złamać nawet śmierć. Jak wiemy Święty był wdowcem. Po żonie pozostała Mu córka Irena. Podobnie jak Ojciec cieszyła się szacunkiem i poważaniem. Pewna kobieta powierzyła jej na przechowanie wszystkie swoje drogocenności. Niestety, gdy Św. Spirydon przebywał na I soborze powszechnym córka Irena niespodziewanie odeszła do Boga. Nie mając pod ręką ojca nie mogła przekazać Mu informacji gdzie pozostawiła powierzone jej bogactwa. Po powrocie Świętego zgłosiła się do niego wspominana kobieta prosząc o pomoc w odnalezieniu powierzonego córce skarbu. Poszukiwania w domu Ireny zakończyły się niepowodzeniem. Kobieta zaczęła rozpaczać. Święty uspokoił ją i zabrał, wraz z gronem przyjaciół, na cmentarz. Nad grobem Ireny głośno zawołał: „Dziecko powiedz mi gdzieś położyła ozdoby tej kobiety, któreś przyjęła na przechowanie?”. Posłuszna Ojcu córka, pokonując więzy śmierci, odezwała się z grobu i powiedziała gdzie szukać skarbu. Następnie ponownie usnęła otrzymawszy ojcowskie błogosławieństwo: „Odpoczywaj teraz córko do chwili, gdy Pan wskrzesi cię wraz z innymi”.
Mówiąc o piątym przekazaniu mamy na myśli nie tylko biologicznych, ale i duchowych rodziców. Dla biskupa Tryfiliusza ojcem duchowym bezsprzecznie był Św. Spirydon. Od wczesnej młodości duchowo go kształtował. Uczył pokory, ascezy, modlitwy. Kiedy trzeba chwalił. Bywało, że ganił, nawet publicznie. Przykład Św. Spirydona uczynił z Tryfilia człowieka pokory. Z największym szacunkiem odnosił się on do swego wychowawcy. Nie zmieniło się to nawet, gdy Św. Tryfiliusz został biskupem i objął największą cypryjską katedrę – metropolię leukozji.
Przykazanie VI: „Nie zabijaj”. Zabić można na różne sposoby. Uderzyć mieczem. Skazać niewinnego na śmierć. Można też okazać obojętność, która doprowadzi głodnego do śmierci głodowej. W XVI w. Korfu doświadczyło strasznej suszy. Ziemia nie dała plonów. Lud zebrał się w świątyni prosząc Świętego o pomoc. Nocą z wielkiego piątku na sobotę trzy statki handlowe wiozące ziarno do Włoch wbrew woli sterników zmieniły kurs i wpłynęły do portu w Kerkirze. Marynarze opowiadali, że widzieli starca w zakonnych szatach, który szedł po wodzie przed statkami z lampą i powtarzał: „W stronę Kerkiry. Tam ludzie głodują. Dobrze wam zapłacą”. Ziarno uratowało życie mieszkańców. Na pamiątkę cudu w Wl. Sobotę po dziś dzień organizowana jest procesja z relikwiami Świętego ulicami miasta do portu.
Zabójstwem będzie też odmówienie pomocy umierającemu. Święty wielokrotnie ratował mieszkańców wyspy przed zarazą. Jedna z najpoważniejszych miała miejsce w latach 1629 – 1630. Dżuma codziennie zabierała setki ludzi. Wyspie groziło wyludnienie. Gdy zawiodła medycyna lud ruszył ku świątyni Św. Spirydona, choć władze bojąc się rozprzestrzenienia zarazy zakazywały zgromadzeń. Nocą strażnicy na miejskich murach ujrzeli nad cerkwią dziwną jasność. Świątynia z wieżą dzwonnicy wyglądała jak płonąca łampada, lampka oliwna. Liczba zachorowań zaczęła szybko się zmniejszać. Od niedzieli palmowej już nikt nie umarł.
Św. Spirydon nie tylko ratował, ale i przywracał życie. Gdy wracał od cesarza Konstancjusza, po cudownym uzdrowieniu władcy, w gospodzie podeszła do niego poganka – żona żołnierza - z martwym synem. Zalanymi łzami oczyma prosiła pomocy. Święty początkowo milczał. Następnie ze łzami długo modlił się i dziecko ożyło. Matka jednak, najprawdopodobniej z radości dostała zawału i zmarła i tym razem święty pomodlił się i kobieta ożyła.
Wkrótce ostatnia część.
— ks. Doroteusz Sawicki
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.