Mam pytanie odnośnie modlitwy. Co sądzi cerkiew o modlitwie w myślach za drugiego człowieka. Czy jest możliwe, czy jednak to jest niebezpieczna praktyka. Czy lepiej przejść do modlitwy takiej normalnej? Wierzący
Przyznam, że nie zetknąłem się z cerkiewnym twierdzeniem o niebezpieczeństwie wynikającym z modlitwy w myślach. Można jednak stwierdzić, że zalecana jest daleko posunięta ostrożność w myśleniu. Niemal od początków monastycyzmu w IV wieku, mnisi bardzo duże znaczenie przypisywali praktyce ujawniania myśli swoim duchowym przewodnikom - starcom. Abba pomagał mnichowi w rozróżnianiu tych myśli, rozstrzyganiu, czy były dobre, złe, czy też neutralne, czy postępować zgodnie z nimi, ignorować je, czy też z nimi walczyć. 'Wszystko zaczyna się od myśli'. Jeśli zatem zajmujemy umysł modlitwą, niech kontynuacją tej myśli będzie modlitwa wypowiadana na głos (albo półgłosem) albo prośba o cerkiewną modlitwę, która też wypowiadana/wyśpiewywana jest głośno. Bóg z pewnością 'słyszy' modlitwę 'wypowiadaną' (?) w myślach, ale z jakiego powodu nie miałaby zostać wypowiedziana na głos? Modlitewne myśli pozostaje niejako 'zamknięte' w umyśle, a wypowiadanie ich w słowach 'uzewnętrznia' je - i nie chodzi tu tylko o to, że po drganiach strun głosowych słowa płyną dalej jako (modlitewne?) fale dźwiękowe… W liturgicznej modlitwie trzeciej antyfony pojawiają się słowa: „Panie, który dałeś nam te wspólne i zgodne modlitwy, który obiecałeś spełnić prośby dwóch lub trzech zgodnie zwracających się do Ciebie w imię Twoje, Sam i teraz prośby sług Twoich spełnij ku ich pożytkowi, dając nam w obecnym wieku poznanie Twojej prawdy, a w przyszłym darując żywot wieczny”.
— Ksiądz Włodzimierz Misijuk
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.