Mam takie pytanie. Otóż wiadomym jest, że każdy chrześcijanin powinien dążyć w swym życiu do tego, by zapanować nad własnymi namiętnościami i oczyścić swe serce z grzechu. W jaki sposób, chrześcijanin, który wybrał drogę życia małżeńskiego, może realizować ten cel, skoro jest przynajmniej jedna namiętność, który jest czymś wręcz nieuniknionym w przypadku małżeństwa, a mianowicie "pożądanie cielesne"? Skoro każda namiętność jest zła, bo zniewala człowieka, panuje nad nim, to także i tą należałoby postrzegać jako coś negatywnego, prawda?
W psalmie 50 czytamy: "I wo gresiech rodi mia mati moja" ("w grzechu poczęła mnie moja matka"). Czy te słowa nie potwierdzają tego, że namiętność "cielesnego pożądania", która przecież stoi u źródeł każdego poczęcia, jest jednoznacznie oceniana jako zła? Z drugiej zaś strony Cerkiew błogosławi przecież małżonków, aby "łoże ich pozostało nieskalane", czyli zdaje się nie traktować samego pożądania jako zgubnej namiętności, a wręcz je akceptować, ale czy to nie jest tylko przyzwalanie na mniejsze zło?
Skoro wytstępuje w życiu małżonków taka namiętność, z którą nie walczą, to czyż nie stoi ona im na przeszkodzie w duchowym doskonaleniu się i dążeniu do świętości? Mówi się, że są dwie drogi życia dla każdego chrześcijanina (monaster lub małżeństwo), ale każdy małżonek zdaje się startować z takiej pozycji, która dążenie do duchowej doskonałości, prawie, że uniemożliwia lub przynajmniej bardzo mocno utrudnia? Mnich bowiem walczy ze wszystkimi namiętnościami, a małżonek z tą jedną nie może. Takie wnioski zdaje się potwierdzać fakt, że w zasadzie nie ma żadnego świętego, który by swoją doskonałość, w przeciwieństwie do mnichów, osiągnął prowadząc zwykłe małżeńskie życie. Jeśli już zdażali się święci, którzy pozostawali w związkach małżeńskich, jak np. św. Jan Kronsztadzki, to ich żywoty jednoznacznie stwierdzają, że powstrzymywali się zupełnie od kontaktów seksualnych.
Powyższe wnioski, nie są zbyt pocieszający dla tych, którzy wybrali drogę życia małżeńskiego:( Jak to ojciec ocenia?
Zbliżenie seksualne w małżeństwie nie jest grzechem, bowiem stanowi jeden z celów małżeństwa. To sakrament, gdzie dwoje ludzie łączą się ze sobą psychosomatycznie. Jesli chodzi o pohamowanie namiętności, to pamiętajmy, że istnieją okresy w cyklu rocznym życia Kościoła, kiedy zbliżenia małżonków powinny być ograniczone. Małżonkowie zachowują wobec siebie wstrzemięźliwość w dni postne, w wielodniowe posty, przed i po św. Liturgii. Niczego więcej nie wymaga od nich Cerkiew, dlatego należy tutaj odróżnić rzeczy najważniejsze. Wstrzemięźliwość małżonków w tych dniach, a także ogólne pohamowanie namiętności cielesnej wobec innych osób jest jednoznaczne z wstrzemięźliwością mnichów, którzy dobrowolnie wzięli na siebie takie wyrzeczenie. Jeżeli chodzi o takie przykłady jak św. Jan z Kronsztadu, to stanowią one szczególny przypadek, co wcale nie oznacza, że Cerkiew nie ogłosiła świętości ludzi żyjących w normalnych warunkach małżeńskich.
Pozdrawiam
— o. Jerzy Pańkowski
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.