Ostatnio oddaliłam się od Boga. Zauważyłam że gdy stanie się coś złego moi bliscy twierdzą że to wola boża. Przez to odniosłam wrażenie że Bóg jest zły i że karze ludzi za ich najmniejszy błąd. Zaczęłam się go bać. Swoich myśli również. Boję się że gdy pomyślę o czymś co lubię co wiąże się z jakąś bliskością od drugiego człowieka zostanę w jakiś sposób ukarana. Odnoszę wrażenie że każdy mój błąd będzie wiązał się z jakimiś nieszczęściem. Choruję na nerwice co jeszcze bardziej nasila strach. Gdy uczestniczyłam w życiu religijnym zaczęłam zauważać że rzeczy mówione przez duchownego zgadzają się z moimi lękami i obawami. Np o brutalnym końcu świata, albo właśnie karami za błędy które można popełnić w życiu. Modlę się, ale mam uraz do cerkwi i religijnych praktyk przez duchownych, z którymi miałam styczność. Zaczęłam rozmawiać z Bogiem jak z przyjacielem i modlić się własnymi słowami, poczułam ulgę nie mając styczności z kazaniami mówionymi przez duchownych i treściami z którymi się nie zgadzam i których mówiąc wprost się boję. Czy to jest złe? Aleksandra
Modlitewna rozmowa z Bogiem jak z przyjacielem i modlitwa wypowiadana własnymi słowami to ideał, do którego wszyscy powinniśmy dążyć. W kształtowaniu takiej postawy powinny pomagać/pomagają nam modlitwy skomponowane/ułożone przez świętych i cerkiewne nabożeństwa. W zakończeniu wielu ektenii Chrystus określany jest jako "Miłujący człowieka" (cs. Czełowiekolubiec) albo "Przyjaciel człowieka" (gr. filanthropos). Bóg jest miłością - okazuje nam swą miłość i zaprasza nas abyśmy ją odwzajemniali i okazywali ją Bogu i innym ludziom.
Twierdzenie, że gdy zdarzy się coś złego, to "stoi za tym Bóg", jest dużym "uproszczeniem". Bóg wie o wszystkim - o tym, co było, co jest i co będzie - ale to nie znaczy, że o wszystkim zdecydował, wszystko ustalił, zaplanował. My też mamy tu wiele "do powiedzenia" - Bóg obdarował nas wolną wolą i to przecież my podejmujemy swoje własne decyzje i działania. Bywają niewłaściwe i wówczas ponosimy ich konsekwencje, ale nie "zwalajmy" winy na Boga. Bóg wiedział jak postąpimy, pozwolił nam na to, bo obdarował nas wolną wolę i ją szanuje, ale to nie Bóg zdecydował o tym jak postąpiliśmy. To była nasza decyzja. Choć ciągle popełniamy błędy, grzeszymy, On ciągle nas miłuje. Perspektywa "brutalnego końca świata [...] kar za błędy, które można popełnić w życiu" roztaczana bywa przez wiernymi, aby przestrzec ich przed konsekwencjami grzesznego życia i pomóc w powstrzymywaniu się od niewłaściwych, błędnych, grzesznych zachowań. Sąd na pewno nastąpi, ale boleśnie dotknie tych, którzy nie próbują, nie chcą zmienić swego błędnego postępowania i na miłość Boga nie odpowiadają miłością. Choć dzieciom zdarza się narozrabiać, mama/rodzice dalej kochają swoje dzieci... Spróbuj wrócić do cerkiewnego/religijnego życia ze względu na misteria/sakramenty, które umożliwiają nam zbliżenie, a nawet zjednoczenie z Bogiem, który jest miłością. Jeżeli Twój parafialny duchowny ciągle mówi w kazaniach tylko o sądzie i karach, to możliwe, że też ma jakąś nerwicę, ale domyślam się, że porusza też inne tematy, jednak Twoja dolegliwość spowodowała, że zwróciłaś uwagę/usłyszałaś/zauważyłaś tylko to, co akurat budzi Twoje obawy... Słuchajmy uważnie....
— Ksiądz Włodzimierz Misijuk
Zostań przyjacielem cerkiew.pl
Stałe wsparcie daje nam stabilność i możliwość realizacji nowych inicjatyw.